Makabryczny atak w gabinecie weterynaryjnym. Amstaff zagryzł małą suczkę

2026-09-30 12:08

Tragedia w poznańskiej lecznicy dla zwierząt. Amstaff śmiertelnie zaatakował szpica na oczach zszokowanej opiekunki oraz weterynarza. Eryka Baranowska, właścicielka zmarłej suczki, uważa wejście z agresywnym czworonogiem bez kagańca do gabinetu za skrajny brak wyobraźni i odpowiedzialności.

Dramatyczne sceny rozegrały się w jednej z poznańskich klinik weterynaryjnych. Teściowa pani Eryki udała się z ukochanym czworonogiem na rutynowe badanie kontrolne do specjalisty.

Moja Candy była alergiczką i gdy teściowa się nią opiekowała musiała przez przypadek zjeść coś, co jej zaszkodziło. Na pierwszej wizycie otrzymała leki, a tego feralnego dnia miała mieć tylko kontrolę - opowiada pani Eryka.

Po przeprowadzonym badaniu medyk usiadł do komputera w celu uzupełnienia karty pacjenta. W tym samym czasie starsza kobieta trzymała suczkę na kolanach, siedząc tyłem do wejścia. Nagle drzwi uchyliły się, a do środka niespodziewanie wtargnął rozwścieczony amstaff.

Dosłownie rzucił się na moją Candy i… silnym uściskiem szczęki skręcił jej kark - opisuje zdarzenie pani Eryka.

Mały pies nie zdążył nawet wydać dźwięku, ponieważ brutalny atak trwał zaledwie ułamki sekund.

Moja teściowa sama została zraniona przez tego psa a potem zemdlała - dodaje pani Eryka.

W klinice niebawem zjawił się wezwany patrol policji. Szybko wyszło na jaw, że agresywne zwierzę również czekało na swoją wizytę medyczną, co w ostateczności doprowadziło do makabrycznego finału.

Czynności prowadzone są pod kątem niezachowania środków ostrożności przy trzymaniu psa - wyjaśnia sierż. Michał Wiśniowski z policji w Poznaniu, tłumacząc, że osoba pokrzywdzona może również dochodzić swoich praw na drodze cywilno-prawnej i wnieść sprawę do sądu o odszkodowanie i zadośćuczynienie.

Na razie najważniejsze jest dla mnie, by zmieniły się przepisy. Chciałabym, żeby duże psy musiały przebywać w gabinetach weterynaryjnych w kagańcu, a małe w transporterach - mówi pani Eryka, która zamierza stworzyć petycję, by zmieniło się prawo dotyczące funkcjonowania klinik dla zwierząt.

Właścicielka z nostalgią podkreśla, że utracony szpic towarzyszył jej nieprzerwanie od siedmiu lat, stanowiąc pełnoprawnego członka rodziny i najlepszego przyjaciela.

Była najkochańszym psiakiem, jakiego znałam. Miała cudowny, łagodny charakter, zawsze była szczęśliwa i radosna - wspomina kobieta.

Nagła i brutalna utrata domowego pupila w tak wstrząsających okolicznościach jest dla 28-letniej poznanianki doświadczeniem wywołującym potężną traumę.

Płaczę za nią, przytulając się do jej kocyka. Niestety, jej życia nic mi już nie wróci - mówi na koniec kobieta.

Pokazowe karmienie w myślęcińskim zoo to prawdziwy hit! Byliśmy na miejscu

ROLKI