Pożar w Lulinku. Strażacy ruszyli do zadymionego domu
W miejscowości Luline (woj. wielkopolskie) zapaliła się kotłownia w budynku mieszkalnym. Gryzący dym błyskawicznie wypełnił wszystkie pomieszczenia. Zastępy straży pożarnej, które przyjechały na miejsce, musiały natychmiast rozpocząć trudną walkę z czasem i rozprzestrzeniającym się ogniem.
- Od dowódcy akcji razem z moim kolegą Remikiem otrzymaliśmy polecenie, żeby wejść do zadymionego domu - opowiada druhna Aleksandra. Chodziło o to, by pootwierać wszystkie okna.
Aleksandra Brzoska odnalazła kota. Zwierzę było wycieńczone
Zadaniem ratowników było otwarcie okien i przewietrzenie budynku.
Poruszaliśmy się niemal po omacku, w dymie, w którym nic nie było widać. Chodząc po pomieszczeniach, w jednym z nich, prawdopodobnie w salonie, pod oknem stał kot - mówi strażaczka.
Druhna chwyciła czworonoga na ręce i wyniosła na zewnątrz. Zwierzę ledwo trzymało się na łapach, było wyraźnie niedotlenione i w szoku.
- Kotek ma się dobrze, natomiast od razu po akcji musiał jechać z właścicielami do weterynarza, ponieważ jak się później okazało był niedotleniony - m - dodaje na koniec kobieta.ówi druhna.
Sześć zastępów straży pożarnej walczyło z ogniem. 24-latka okrzyknięta bohaterką
Akcja gaśnicza zgromadziła znaczne siły: interweniowały trzy zastępy JRG z Szamotuł oraz ochotnicy z Baborowa, Przecławia i Pamiątkowa. Sytuację udało się szybko opanować. Odwaga młodej strażaczki wzbudziła podziw kolegów, a w swojej jednostce została oficjalnie nazwana „Bohaterką dnia”.
- W OSP jestem dzięki bratu i narzeczonemu. To oni mnie zainspirowali do tego i bardzo się z tego cieszę - dodaje na koniec kobieta.