Pani Basia ogrzewa się kuchenką gazową, bo nie ma czym grzać mieszkania. „Jestem przerażona!”

2026-10-29 13:57

Siedemdziesięcioletnia niemal pani Barbara z Bolechowa (67 l.) zmaga się z dotkliwym chłodem w zajmowanym lokalu i ratuje się przed zimnem przy pomocy kuchenki gazowej. „Zakładam też grube legginsy i kurtkę” – relacjonuje seniorka. Do tej trudnej sytuacji doszło, ponieważ właściciel wynajmowanego przez nią lokum rozebrał dotychczasowy piec kaflowy, lecz wciąż nie uruchomił nowej instalacji gazowej. „Jestem przerażona! Jak ja przeżyję zimę? Już teraz w moim mieszkaniu jest okropnie zimno” – niepokoi się kobieta. Przyglądamy się bliżej tej sprawie.

Najtrudniejsze chwile przypadają na poranki. Kiedy pani Basia podnosi się rano z pościeli, termometr w jej lokalu wskazuje zaledwie 14 stopni Celsjusza.

Potem gdy idę do kuchni i odpalam kuchenkę gazową na chwilę, to się ociepla do prawie 15 stopni, ale muszę kuchenkę wyłączać, bo czuć gazem w całej kuchni - mówi emerytka.

Położenie seniorki jest niezwykle ciężkie. Kobieta płaci za wynajem wyziębionego lokum, ale brakuje jej funduszy na przeprowadzkę w inne miejsce.

Moja emerytura to 2100 złotych - mówi smutnym głosem i… marznie.

Kłopoty z brakiem ciepła w budynku przy ulicy Dworcowej w Bolechowie dotykają łącznie sześciu rodzin. Jedną z nich tworzy pani Basia oraz jej schorowany syn, którzy wspólnie cierpią z powodu chłodu i z niepokojem patrzą w przyszłość. Dawniej w tych bolechowskich blokach osiedlali się zatrudnieni w poznańskim Stomilu. Z czasem niektórzy lokatorzy nabyli prawa własności do mieszkań, natomiast pozostałe lokale przejęła prywatna spółka.

Mnie nie było stać na wykupienie, bo nie mam oszczędności, a emerytura ledwo mi starcza na życie - mówi seniorka.

W momencie, gdy do lokatorki dotarła informacja o planowanym zburzeniu zapewniającego dotąd ciepło pieca kaflowego, właściciel gwarantował podpięcie lokalu do centralnego ogrzewania i brak jakichkolwiek przerw w dostawie ciepła. Ze względu na istniejące w budynku przyłącze gazowe, cała procedura zdawała się czystą formalnością. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna i obietnic nie zrealizowano.

Po wyburzeniu pieców kaflowych zostaliśmy bez ogrzewania i marzniemy w mieszkaniach - mówi kobieta.

Reprezentujący właściciela pełnomocnik poinformował, że lokatorom zaproponowano nowoczesne grzejniki na prąd, lecz żaden z mieszkańców nie zgodził się na takie rozwiązanie.

Instalacja w domu jest stara i grzanie farelkami grozi pożarem - boi się pani Basia.

Zbliżająca się wielkimi krokami zima nie zamierza jednak czekać na rozwiązanie sporu, a słupki rtęci lada moment spadną poniżej zera. W interwencję w tej sprawie zaangażowała się już między innymi posłanka partii Razem, Marcelina Zawisza.

 

ROLKI