Spis treści
Akcja w Swarzędzu. Samochód z tajemniczym ładunkiem
Gdy zdenerwowany Jan B. z Poznania, 15 lipca, o 15.15, zadzwonił na policję z informacją, że przy wlewie paliwa jego audi znalazł podejrzane urządzenie z kabelkami, postawił na nogi wszystkie poznańskie służby. Wstrzymano ruch aut, zamknięto trasę kolejową Poznań - Swarzędz, ewakuowano mieszkańców okolicy i odcięto ciągi gazowe.
Sierżant Michał Wiśniowski z poznańskiej policji tłumaczył, że do sprawdzenia pojazdu wykorzystano drona, a następnie elementy urządzenia zabezpieczyli funkcjonariusze z zespołu minersko-pirotechnicznego.
- Wprowadzał w błąd funkcjonariuszy, podawał nieprawdziwe tropy w celu zmylenia policjantów, a także spreparował dowód procesowy - wyjaśnia Wiśniowski. - W jego miejscu zamieszkania policjanci zabezpieczyli półprodukty mogące służyć do stworzenia ładunku wybuchowego. Funkcjonariusze zabezpieczyli również mieszaninę pirotechniczną podobną do tej, która została użyta w samochodzie - dodaje policjant.
Wszystko wyglądało tak, jakby 35-latek cudem uniknął śmierci.
Kto czyhał na życie Jana B.? Śledztwo rozwiało wątpliwości
Po drobiazgowym śledztwie okazało się, że to sam Jan B. wszystko zaplanował.
Wiśniowski wyjaśnia, że mężczyzna wprowadzał w błąd funkcjonariuszy, a także spreparował dowód procesowy. W jego mieszkaniu zabezpieczono półprodukty do stworzenia ładunku wybuchowego.
Mężczyzna został zatrzymany i aresztowany na trzy miesiące.
Dominika miała go zdradzać i próbować otruć
Jan B. od dwóch lat kreował się na ofiarę rzekomej byłej partnerki.
W mediach opowiadał, że kobieta zdradzała go i próbowała otruć, aby uzyskać pieniądze z polisy.
- Poznaliśmy się przez internet, ale gdy dowiedziałem się, że mnie zdradza, Dominika chciała mnie otruć, prawie mnie zabiła. Zrobiła to dla wysokiej polisy - mówił Jan B.między innymi w dużej, komercyjnej stacji telewizyjnej.
Ofiara okazała się oprawcą
Przez dwa lata Jan B. złożył na różnych komisariatach kilkadziesiąt zawiadomień o przestępstwach, które miała popełnić kobieta.
Dominika twierdzi, że nigdy nie byli w związku, a Jan B. wszystko spreparował.
- Nigdy nie byliśmy parą, a do tego wszędzie występowałam jako osoba mu zagrażająca, podczas gdy to on wszystko preparował. Wymyślił nawet, że mój mąż mu groził - mówi w rozmowie z "Super Expressem" pani Dominika.
Kobieta opowiadała funkcjonariuszom, że wszystko zaczęło się ponad dwa lata temu od wspólnych interesów w branży kamieni szlachetnych.
- Ja również handlowałam kamieniami szlachetnymi i tak się poznaliśmy. To od początku były tylko i wyłącznie interesy - mówi kobieta.
Odrzuciła go, więc zmienił jej życie w koszmar
Gdy Dominika chciała zerwać z nim kontakt biznesowy, Jan B. rozpoczął swój atak w mediach.
Oskarżał ją o kradzież, wyłudzenie kredytu i podtruwanie.
- Oskarżał mnie o wiele rzeczy. Twierdził między innymi nie tylko, że zamieniłam jego suplementy i go podtruwałam, ale też że go okradłam, wyłudziłam kredyt, że czuł się zagrożony - wylicza kobieta.
Kobieta musiała się tłumaczyć przed policją i zmienić miejsce zamieszkania z powodu medialnych oskarżeń.
Dominika wyznaje, że w końcu zaczęła bać się o swoje życie. Jan B. kontaktował się ze znajomymi i rodziną kobiety. Dodaje, że Jan B. wcześniej przekonywał ją, że jest agentem ABW i musi ją chronić.
- W końcu to ja zaczęłam się bać o życie swoje i swojej rodziny. Nie wiedziałam, do czego jeszcze może się posunąć - mówi smutnym głosem pani Dominika.
Jan B. trafił za kratki
Jan B. jest obecnie w areszcie i będzie musiał odpowiedzieć przed wymiarem sprawiedliwości za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób oraz za składanie fałszywych zeznań.
Dominika dziękuje policji za rzetelne śledztwo i połączenie wszystkich wątków w całość.
- Jeszcze nie jestem spokojna, ale bardzo dziękuję policji za rzetelne śledztwo, wysłuchanie mnie i powiązanie tych wszystkich spraw w jedno - mówi na koniec kobieta.