Tragiczne wydarzenia rozegrały się w nocy z 10 na 11 stycznia 2025 roku w gospodarstwie agroturystycznym Traperska Osada pod Poznaniem. Sprawcy dostali się na teren zagrody po uprzednim przecięciu ogrodzenia. Ofiarą napaści padł struś Zenek, który został wypuszczony i brutalnie zaatakowany. Ptak doznał rozległych obrażeń, w tym zmiażdżenia przełyku oraz licznych urazów wewnętrznych. Mimo natychmiastowych starań właścicieli i pomocy weterynaryjnej, zwierzę nie przeżyło ataku.
W toku śledztwa ustalono, że głównym sprawcą był 37-letni Łukasz Sz., któremu towarzyszyli znajomi. Mężczyzna działał z wyjątkową agresją, okładając bezbronnego ptaka kijem z ogromną siłą. W trakcie procesu, który ruszył w połowie stycznia 2026 roku, na jaw wyszły dodatkowe, drastyczne szczegóły. Analiza korespondencji oskarżonego wskazała, że jego pierwotnym zamiarem nie było jedynie bicie zwierzęcia, ale dokonanie na nim aktu zoofilii.
We wtorek, 17 lutego, zakończył się proces 37-latka, który odpowiadał łącznie za 21 przestępstw, w tym handel narkotykami i groźby. Jak relacjonuje "Głos Wielkopolski", prokurator Katarzyna Trawczyńska przytoczyła na sali sądowej treść wiadomości wysyłanych przez Łukasza Sz. z aresztu. Zamiast refleksji, oskarżony wyrażał dumę ze swojego czynu, traktując go jako sposób na zdobycie popularności.
Jestem pierwszym typem w Polsce, który powalił strusia, mówią i piszą o mnie do tej pory na całej Polsce, a filmik z telefonu przebije wszystko – pisał oskarżony w cytowanej korespondencji.
Postawa sprawcy spotkała się z ostrą reakcją oskarżycieli posiłkowych. Reprezentująca ich mecenas Katarzyna Topczewska, która posiada 15-letnie doświadczenie w sprawach o znęcanie się nad zwierzętami, przyznała, że z takim przypadkiem spotkała się po raz pierwszy. Jej zdaniem działanie mężczyzny było w pełni przemyślane, a nie wynikające z chwilowej utraty kontroli.
"Wydmuszką procesową" – tak prawniczka nazwała okazaną przez oskarżonego skruchę.
Wnioski końcowe i oczekiwanie na wyrok
Oskarżyciel publiczny zażądał dla Łukasza Sz. kary łącznej 6 lat pozbawienia wolności. Na niekorzyść oskarżonego przemawia nie tylko brutalność samego czynu, ale także motywacja oparta na chęci zyskania rozgłosu. Mężczyzna w swoim ostatnim słowie wyraził ubolewanie, jednak jego wypowiedź została odebrana jako chłodna i pozbawiona emocji. Sąd ogłosi wyrok w tej sprawie na początku marca.
Pomimo, że po mnie tego nie widać, jest mi naprawdę głupio i żal. Chciałbym za wszystko przeprosić – powiedział w sądzie Łukasz Sz.