Spis treści
Widzowie stacji TVN z pewnością kojarzą Paulinę L. z telewizyjnego formatu „Top Model”. Choć 33-latka dwukrotnie pojawiała się na castingach, nigdy nie udało jej się zamieszkać w domu modelek ani wystąpić w odcinkach na żywo. Jej pierwszy udział w 2010 roku odbił się szerokim echem w mediach społecznościowych – wszystko za sprawą nietypowego pokazu, podczas którego imitowała zachowanie pływającego w oceanie delfina. Osiem lat później postanowiła ponownie spróbować swoich sił. Przed jury zaprezentowała się w 2018 roku, zaskakując wszystkich gigantyczną metamorfozą, w wyniku której zrzuciła 20 kilogramów. Oceniający docenili jej ogromną determinację, jednak to nie wystarczyło, aby awansować do kolejnego etapu. Niedoszła modelka skupiła się wówczas na budowaniu swojej społeczności w internecie, gdzie śledziło ją kilkaset osób. Spokojne życie przerwały wstrząsające wydarzenia z 2024 roku. W miejscowości Będlewo pod Mosiną w województwie wielkopolskim, gdzie Paulina L. dzieliła dom ze swoim mężem Sławomirem L., rozegrał się prawdziwy dramat. To właśnie na tej posesji dokonano makabrycznego odkrycia.
Kryminalna przeszłość męża Pauliny L. "Klakson" opuścił areszt krótko przed dramatem
Mąż aspirującej modelki, 47-letni Sławomir L. o pseudonimie „Klakson”, był postacią doskonale znaną w policyjnych kartotekach i przestępczym półświatku. Mężczyzna zaledwie kilka tygodni przed śmiercią wyszedł z aresztu. Według doniesień „Faktu”, na przełomie kwietnia i maja 2024 roku funkcjonariusze rozbili narkotykową szajkę, zatrzymując ponad 30 osób. W ścisłym gronie sześciu głównych podejrzanych znalazł się właśnie 47-latek, któremu zarzucano przestępstwa skarbowe, handel hurtowymi ilościami narkotyków oraz udział w zorganizowanej grupie przestępczej. „Policjanci, rozpracowując tę grupę przestępczą, zabezpieczyli blisko 60 kilogramów różnych narkotyków oraz zlikwidowali magazyn narkotykowy. Łącznie do tej pory zatrzymano ponad 30 osób, z czego wobec 14 podejrzanych sąd na wniosek Prokuratury Rejonowej w Szamotułach zastosował tymczasowy areszt” – relacjonował na łamach „Faktu” nadkomisarz Maciej Święcichowski z wielkopolskiej policji. Kryminalni dowiedli, że gang kupował substancje takie jak siarczan amfetaminy, co pozwalało na wytworzenie około 1,5 tony nielegalnych środków. Następnie towar trafiał na ulice Wielkopolski. W ręce śledczych wpadła amfetamina, kokaina, mefedron, marihuana oraz MDMA, których czarnorynkową wartość oszacowano na blisko cztery miliony złotych. W całym tym procederze aktywnie uczestniczył wspomniany „Klakson”.
Makabrycznego odkrycia w domu małżeństwa dokonano 1 września 2024 roku. O niepokojącym braku kontaktu z Pauliną i Sławomirem poinformował mundurowych jeden z członków ich rodziny. Bliska znajoma pary przyznała, że od dłuższego czasu ignorowali oni wiadomości i nie odbierali połączeń telefonicznych. Skierowani do Będlewa funkcjonariusze musieli wejść do posesji zamkniętej od wewnątrz, gdzie natknęli się na zwłoki. Początkowo zagadką pozostawało to, w jakich okolicznościach doszło do zgonu. Przeprowadzona błyskawicznie, bo już kolejnego dnia, sekcja zwłok nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Jak tłumaczył w rozmowie z „Super Expressem” rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, Andrzej Borowiak, biegli nie potrafili wskazać bezpośredniego mechanizmu śmierci. Mimo że w pobliżu ciał leżał naładowany rewolwer, lekarze nie zauważyli żadnych ran postrzałowych, o których od początku informowała prasa. Funkcjonariusze zakładali wersję o rozszerzonym samobójstwie – Sławomir miał pozbawić życia żonę, a następnie zabić siebie. Po wstępnych oględzinach medycznych teoria ta zaczęła się sypać, choć śledczy nie wykluczyli jej definitywnie. „Ciała były w znacznym stopniu rozkładu, więc biegły nie stwierdził żadnych obrażeń. W związku z tym pobrano próbki mięśnia i krwi do badań toksykologicznych oraz histopatologicznych, ale też do potwierdzenia tożsamości zmarłych” – przekazywała wówczas Prokuratura Rejonowa w Grodzisku Wielkopolskim.
Osoby z otoczenia małżeństwa nie mogły uwierzyć w tak drastyczny rozwój wydarzeń, ponieważ mimo 14 lat różnicy wieku, para uchodziła za niezwykle zgodną. Dziennikarze dowiadywali się od sąsiadów, że zza ścian nigdy nie dochodziły odgłosy kłótni. Dziennik „Super Express” podał nawet, że zakochani bawili się wspólnie na dożynkach gminnych w Będlewie 25 sierpnia 2026 roku, raptem na tydzień przed odkryciem zwłok. To wtedy widziano ich po raz ostatni. Z kolei klientki salonu kosmetycznego, który Paulina prowadziła w Mosinie, wypowiadały się o 33-latce niezwykle ciepło. Kobieta ponoć nigdy nie zatajała kryminalnej przeszłości partnera, zapewniając przy tym, że mężczyzna jest dla niej wielkim wsparciem i motywuje ją do rozwoju biznesu. Dowodem jego miłości miał być wytatuowany napis „Żyrafka”, nawiązujący do czułego pseudonimu, jakim ją określał. Wypowiadająca się dla „Wirtualnej Polski” mieszkanka miejscowości wspominała, że Paulina zawsze tryskała radością, a w pracy czuła się spełniona. Choć rzadko opowiadała o swoim ukochanym, to jej słowa zawsze były pełne uznania i miłości. „Na pewno nie widziałam jej nigdy roztrzęsionej, zapłakanej czy takiej nieswojej. Sławek nie wyglądał ani na narkomana, ani na gangstera. Sąsiedzi go lubili. W ostatnich dniach Paula tryskała energią. Nie wierzę, żeby on miał ją zabić” – oceniła pani Daria na łamach portalu.
Pocisk w ciele uczestniczki "Top Model". Szokujący zwrot akcji w śledztwie
Zaawansowane analizy laboratoryjne i pogłębione badania zwłok wywróciły sprawę do góry nogami, ostatecznie potwierdzając pierwotne tezy kryminalnych. Prokuratorzy ponownie pochylili się nad wątkiem zabezpieczonego na miejscu rewolweru. Ustalono bezspornie, że Sławomir pociągnął za spust, trafiając stojącą tyłem żonę, choć powód tego brutalnego aktu pozostaje nieznany. Brak śladów po kulach podczas pierwszej sekcji wynikał wyłącznie z fatalnego stanu ciał. Zaawansowany proces gnilny zamaskował rany postrzałowe, które dostrzeżono dopiero podczas specjalistycznych ekspertyz medycznych.
Biegli odnaleźli wspomniany pocisk w górnej części ciała 33-latki. „Zwłoki były w takim stanie, że nie można było znaleźć obrażeń zewnętrznych. W przypadku kobiety śmierć mogło spowodować zarówno postrzelenie, jak i przedawkowanie narkotyków, do którego u niej także doszło. Sprawa była naprawdę trudna, a ostatecznej przyczyny śmierci nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć. Jedna i druga rzecz mogła spowodować śmierć” – relacjonował prokurator Łukasz Wawrzyniak z poznańskiej Prokuratury Okręgowej w wywiadzie dla „Faktu”. Sekcja zwłok była niezwykle skomplikowana z uwagi na daleko posunięty rozkład tkanek. Specjaliści stanęli przed ogromnym wyzwaniem medycznym.
Badania toksykologiczne jednoznacznie dowiodły, że w organizmach zmarłego małżeństwa znajdowały się silne środki psychoaktywne, takie jak amfetamina oraz substancja oznaczona jako 3 CMC. W przypadku Sławomira L. to właśnie śmiertelne przedawkowanie tych narkotyków doprowadziło do zatrzymania funkcji życiowych. Informacje te podsyciły atmosferę skandalu i wywołały lawinę internetowych plotek. W licznych komentarzach wskazywano, że skrajnie odurzony mąż mógł wpaść w narkotykowy szał, doświadczać potężnych urojeń i z tego powodu pociągnąć za spust, albo strzelił w przypływie silnych emocji podczas awantury. Atmosferę zagęszczały doniesienia o rzekomym niebezpiecznym incydencie pod domem pary, który miał wymusić na 47-latku montaż kamer monitoringu tuż przed dramatem. Andrzej Borowiak, reprezentujący wielkopolską policję, nie odniósł się do tych pogłosek merytorycznie, lecz w rozmowie z dziennikiem „Fakt” stanowczo zaprzeczył, by służby wiedziały o jakimkolwiek zagrożeniu w tamtym rejonie. „Pod tym adresem nie mieliśmy żadnych interwencji” – uciął krótko. Publikacja gazety rozpaliła wyobraźnię czytelników, którzy snuli teorie o ingerencji osób trzecich i egzekucji na zlecenie ze względu na kryminalne powiązania „Klaksona”. Służby zignorowały jednak internetowe rewelacje, nie ujawniając opinii publicznej własnych ustaleń w kwestii motywu. Prawda o ostatnich chwilach życia małżonków jest owiana tajemnicą, ale oficjalna wersja zakłada, że mordercą był Sławomir L.
„Przemawia za tym materiał dowodowy, który zgromadziliśmy. Dał on podstawy do tego, żeby tak uznać. Sprawa została umorzona, bo ten mężczyzna nie żyje. W jego przypadku mamy pewność, że śmierć została spowodowana przedawkowaniem narkotyków” – wyjaśniał prokurator Wawrzyniak. Z uwagi na zgon zarówno sprawcy, jak i ofiary, na początku września 2025 roku poznańska Prokuratura Okręgowa formalnie umorzyła całe postępowanie. Od tamtej pory do sprawy więcej nie powrócono, a akta trafiły do archiwum.