Spis treści
Tragedia na chodniku. Pijany kierowca uciekł
Do dramatu doszło 1 stycznia 2026 roku. 37-letnia Anita Idziorek wracała z ukochanym z zabawy sylwestrowej, gdy wjechało w nią pędzące BMW. Za kierownicą znajdował się Daniel Z., będący pod wpływem alkoholu, a na miejscu pasażera siedziała jego pijana dziewczyna, wykonująca zawód pielęgniarki. Żadne z nich nie pomyślało, aby sprawdzić, co z ofiarą. Odjechali natychmiast z piskiem opon. Reanimację próbował prowadzić partner potrąconej, który wezwał służby ratunkowe. Obrażenia były jednak tak poważne, że 37-latka zmarła. Sprawę przypomniał program „Uwaga! TVN”, ujawniając nagrania tuż sprzed wypadku.
Pijani uciekinierzy zatrzymani w nocy
Z ustaleń śledztwa wynika, że samochód jechał z prędkością blisko 100 km/h. Kierowca i pasażerka wpadli w ręce policji tej samej nocy. Daniel Z. wydmuchał ponad 2 promile, a jego towarzyszka 1,8 promila alkoholu, co nie przeszkodziło im wcześniej w podróżowaniu autem.
W programie „Uwaga! TVN” wypowiedziała się matka zmarłej. „Oni po prostu zabili mi dziecko i odjechali” – powiedziała kobieta. Dodała, że do końca życia będzie wdzięczna partnerowi córki, który na miejscu podjął walkę o jej życie, dzięki czemu nie umierała w samotności.
Nagrania z monitoringu ujawniają chwilę przed dramatem
Dziennikarze TVN pokazali materiał wideo, na którym nietrzeźwy duet wsiada do auta. Kamery zarejestrowały też BMW na chwilę przed uderzeniem, gdy pojazd wpadł w poślizg na zakręcie. Nietrzeźwy Daniel Z. stracił kontrolę nad samochodem, a potężne uderzenie odrzuciło Anitę na odległość kilkunastu metrów. Zmarła zaledwie godzinę później.
Łagodny wyrok dla pielęgniarki budzi sprzeciw
Sąd Rejonowy w Ostrowie Wielkopolskim wymierzył Danielowi Z. karę 15 lat pozbawienia wolności, jednak jego partnerka została ukarana jedynie trzema tysiącami złotych grzywny za nieudzielenie pomocy. Ten werdykt wywołał falę oburzenia. Pełnomocnik bliskich ofiary, mecenas Michał Trzecki, zwracał uwagę, że oskarżona, jako pielęgniarka, dysponowała wiedzą medyczną i mogła ratować 37-latkę. Ani alkohol, ani stres nie mogą być usprawiedliwieniem. Kobieta nie przyznała się do winy, twierdząc w sądzie, że obrażenia ofiary były zbyt ciężkie, by jej pomóc.
Sprawa trafi do sądu wyższej instancji
Szansa na zmianę kontrowersyjnego orzeczenia wciąż istnieje. Śledczy nie zgodzili się z rozstrzygnięciem sądu pierwszej instancji i wnieśli apelację. Sprawą zajmie się teraz nowy skład orzekający, co oznacza, że batalia prawna jeszcze się nie zakończyła.