Usunięcie narządów rodnych to ogromna tragedia dla młodej dziewczyny, która bezpowrotnie straciła szansę na biologiczne macierzyństwo. Jako pierwszy sprawę ujawnił dziennikarz „Gazety Wyborczej” w Poznaniu, określając pozbawienie płodności 24-letniej Wiktorii mianem największej afery w dziejach tamtejszej ginekologii.
Przez okres dwóch lat profesor Dariusz S. sprawował funkcję ordynatora oddziału ginekologicznego w szpitalu im. Raszei. To właśnie w tej placówce, jak ustalili śledczy, miało dojść do rzekomego przestępstwa.
24-latka pojawiła się w placówce medycznej wiosną tego roku, skarżąc się na dolegliwości bólowe w obrębie jamy brzusznej. Wyniki badań sugerowały obecność zmiany na jajniku, co nasuwało podejrzenie guza. Pacjentka została zakwalifikowana do zabiegu, który przeprowadził osobiście ordynator oddziału. Niestety, w trakcie procedury prawdopodobnie doszło do pomyłki.
Z ustaleń wynika, że profesor Dariusz S. w pierwszej kolejności usunął zmieniony chorobowo jajnik. Lekarz nie zaczekał jednak na wyniki analizy histopatologicznej i podjął decyzję o wycięciu również drugiego jajnika, obu jajowodów oraz macicy.
W toku postępowania wyszło na jaw, że ginekolog dokonał wycięcia narządów rozrodczych, nie dysponując pełną i świadomą zgodą młodej kobiety na tak rozległy zabieg oraz jego nieodwracalne skutki. Ponadto, śledczy zarzucają medykowi ingerencję w dokumentację szpitalną.
Gdy sprawa ujrzała światło dzienne, szpital zdecydował się na zwolnienie lekarza. Został on oskarżony o umyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Czyn ten traktowany jest jako zbrodnia, a profesorowi grozi kara pozbawienia wolności w wymiarze od trzech do nawet dwudziestu lat.
Dodatkowo ciążą na nim zarzuty związane z poświadczeniem nieprawdy w dokumentach. Warto zaznaczyć, że na swojej witrynie internetowej medyk chwali się dorobkiem naukowym obejmującym ponad 200 publikacji. Wiele z nich ukazało się w uznanych, międzynarodowych czasopismach, a jego teksty są wykorzystywane w podręcznikach dla przyszłych i obecnych specjalistów z zakresu ginekologii i położnictwa.
Przed Sądem Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces profesora. Oskarżony nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów, argumentując, że jego działania podyktowane były wyłącznie troską o życie pacjentki, które uznał za zagrożone. Twierdzi, że podczas zabiegu zauważył zmiany mogące sugerować rozsiany proces nowotworowy w obrębie jajnika. Zapewnia również, że 24-latka przed operacją została poinformowana o wszelkich możliwych scenariuszach i wyraziła na nie zgodę.