Spis treści
- Zbrodnia w Cerekwicy Starej. Eryk J. zaplanował morderstwo swojej rodziny
- Eryk J. w kominiarce z czaszką zaatakował śpiącego teścia
- Morderca z Cerekwicy Starej nie chciał być ojcem. Zaatakował ciężarną Natalię
- Tragedia w Wielkopolsce. Rodzice Natalii zginęli, a ciężarna trafiła do szpitala
- Proces Eryka J. Morderca z Cerekwicy Starej usłyszał sześć zarzutów
- Wyrok za morderstwo w Cerekwicy Starej. Sąd skazał Eryka J. na dożywocie
Zbrodnia w Cerekwicy Starej. Eryk J. zaplanował morderstwo swojej rodziny
Koszmarne wydarzenia rozegrały się w Cerekwicy Starej na terenie Wielkopolski w nocy z 14 na 15 marca 2018 roku. Dwudziestoletni wówczas Eryk J. podjechał pod budynek własnym autem tuż przed godziną drugą w nocy. Doskonale orientował się w układzie pomieszczeń i zdecydował się wejść przez niezamykane zazwyczaj tylne drzwi, co znacznie ułatwiło mu zadanie. W trakcie późniejszych czynności śledczych wyznał, że zamierzał po cichu wyeliminować swój "główny cel". Od pewnego czasu gromadził potężny arsenał broni białej, w tym noże do rzucania, dwa wojskowe bagnety oraz specjalistyczny nóż myśliwski.
"- Planowałem morderstwo wszystkich w tym domu, oprócz dwójki dzieci. Nie mogłem pogodzić się z tym, że wszyscy mnie tam odrzucili –"
Eryk J. w kominiarce z czaszką zaatakował śpiącego teścia
Zamaskowany sprawca z naciągniętą na twarz czarną kominiarką z motywem czaszki wszedł do jednego z pokoi na parterze i natychmiast rzucił się z nożami na śpiącego 59-letniego mężczyznę. Jak przekazał mediom Maciej Meler, pełniący funkcję rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, napastnik nie dał niedoszłemu teściowi absolutnie żadnych szans na ucieczkę ani na przetrwanie tego niespodziewanego ataku w środku nocy.
"- Zadał swojej ofierze kilkanaście uderzeń w okolice głowy, szyi oraz klatki piersiowej, w wyniku czego doprowadził do jej zgonu –"
Podczas późniejszej wizji lokalnej bezlitosny morderca ze szczegółami zrelacjonował przed śledczymi przebieg tamtych pierwszych, niezwykle brutalnych chwil i zadawanych ciosów.
"- Zadałem cios w bok głowy. Niestety zerwał się i była szarpanina. Potem dobiłem, ciosem w brzuch. Wielokrotnie. Potem wbiegła jakaś osoba –"
Tą tajemniczą osobą okazała się siostra byłej partnerki sprawcy i jednocześnie córka zamordowanego przed momentem 59-latka. Agresor w ułamku sekundy doskoczył do przerażonej kobiety, z całą siłą przykładając jej ostre narzędzie bezpośrednio do szyi. W reportażu przygotowanym przez dziennikarzy magazynu interwencyjnego „Uwaga! TVN” poszkodowana opisała te niesłychanie dramatyczne i mrożące krew w żyłach sekundy.
"- Nie wiem, jak to zrobiłam, ale się jakoś wywinęłam, dlatego tylko przejechał mi nożem po twarzy przez ucho –"
Hałas sprawił, że na miejscu zbrodni zaczęli błyskawicznie pojawiać się kolejni domownicy wybudzeni ze snu. Zjawiła się tam również małżonka pierwszej zamordowanej osoby, skutecznie odwracając uwagę furiata od swojej rannej córki. Niewykluczone, że to właśnie dzięki temu desperackiemu ruchowi młodej kobiecie udało się uniknąć śmierci.
"- Krzyknęłam do mamy, że ma uważać, bo szedł za nią. Zobaczyłam, jak mierzy w nią nożem. Wbił go w okolicę twarzy i ona spadła przy moich nogach na sam dół schodów –"
Zrelacjonowała ocalała z ataku pokrzywdzona kobieta. Następnie w korytarzu pojawił się mąż siostry, który za wszelką cenę próbował odciągnąć uwagę szaleńca, gdy ten wyraźnie zmierzał już prosto do pokoju Natalii. Była partnerka znajdowała się w zaawansowanym, dziewiątym miesiącu ciąży, nosząc pod sercem potomka właśnie tego bezlitosnego napastnika.
Morderca z Cerekwicy Starej nie chciał być ojcem. Zaatakował ciężarną Natalię
Eryk J. stanowczo odrzucał perspektywę wychowywania potomstwa, dlatego podjął potworną decyzję o uśmierceniu biologicznego syna jeszcze przed jego narodzinami. Jak opowiadał w stacji TVN szwagier Natalii, mężczyzna zaczął natychmiast z determinacją przedzierać się w stronę byłej dziewczyny.
"- Eryk biegł do Natalii. Zabarykadowałem się, trzymałem drzwi i on przez te drzwi wpadł. Do końca nie byłem świadomy, co się dzieje. Przez pewien czas myślałem, że to mi się śni. Dopiero jak rzucił nożem w moim kierunku to uświadomiłem sobie, że to nie sen –"
Rozjuszonego i uzbrojonego intruza w żaden sposób nie udawało się poskromić. W końcu dopadł swoją byłą partnerkę i zaczął zadawać jej niezliczone rany kłute oraz cięte na całym ciele. Lekarze ze zgrozą ustalili później, że ostrze przebiło powłoki brzuszne, docierając aż do maleńkiej klatki piersiowej nienarodzonego jeszcze Adasia. Wstrząśnięta Natalia podzieliła się z dziennikarzami swoimi tragicznymi wspomnieniami z tego krwawego wieczoru.
"- Pamiętam tylko ból, straciłam przytomność. Wtedy chyba sobie poszedł. Jedyne, co pamiętam później, to jak po przebudzeniu powiedziałam do siebie, że nie chcę umierać. Nie czułam już ruchów dziecka –"
W międzyczasie partner drugiej z poszkodowanych sióstr zdołał wybiec na zewnątrz i zaalarmować okolicznych sąsiadów, a na miejsce natychmiast wysłano patrole policji oraz zespoły ratownictwa medycznego. Kobieta mieszkająca w sąsiedztwie relacjonowała, że zdruzgotany mężczyzna był w głębokim szoku i płakał.
"- Przybiegł po pomoc z krzykiem, z płaczem. Był tak zdenerwowany, że mu się ręce trzęsły, nie mógł słowa powiedzieć. Chwyciłam go za ramiona i zapytałam: co się stało? Powiedział, że jego teść nie żyje, teściowa leży na ziemi –"
Sytuację po masakrze krótko opisał również w programie „Uwaga! TVN” Włodzimierz Budzyński, doktor nauk medycznych pracujący w Szpitalu Powiatowym w Jarocinie.
"- Widok był straszny. W jednym pomieszczeniu jedno ciało, w następnym drugie. Ciężko to sobie wręcz wyobrazić –"
Zaraz po dokonaniu rzezi Eryk J. zbiegł z posesji i wrócił do swojego lokum. Siostra Natalii, pomimo maskowania sprawcy, bez trudu zidentyfikowała go jako napastnika i natychmiast przekazała tę informację funkcjonariuszom policji, którzy ruszyli w pościg. Mundurowi zgarnęli podejrzanego zaledwie po niecałych dwóch godzinach, chwilę po godzinie 3:00. Badanie alkomatem wykazało u niego pół promila alkoholu, nie stawiał on oporu podczas zatrzymania, a na komendzie w Jarocinie konsekwentnie odmawiał składania jakichkolwiek wyjaśnień.
Tragedia w Wielkopolsce. Rodzice Natalii zginęli, a ciężarna trafiła do szpitala
Trwała dramatyczna batalia o uratowanie pozostałych ofiar tego koszmaru. Zarówno 59-letni ojciec, jak i jego 59-letnia żona zmarli na miejscu wskutek odniesionych obrażeń, natomiast ich potwornie okaleczone córki zostały przekazane pod opiekę specjalistów medycznych. Zdecydowanie najciężej ranna była będąca w ciąży Natalia, była partnerka sprawcy, u której zdecydowano się na wywołanie śpiączki farmakologicznej. Dyrektor placówki Włodzimierz Budzyński informował, że kobieta miała rozliczne rany kłute macicy, co wymusiło natychmiastowe wykonanie cięcia cesarskiego, by dać maluchowi jakiekolwiek szanse na przetrwanie.
Mały Adaś przyszedł na świat w stanie głębokiego niedotlenienia mózgu i natychmiast trafił na salę operacyjną, gdyż mordercze ostrze Eryka przeniknęło przez brzuch matki prosto do jego klatki piersiowej. Następnie chłopca przewieziono do specjalistycznego ośrodka w Ostrowie Wielkopolskim. Niespodziewanie, noworodka początkowo udało się ustabilizować – zaczął samodzielnie wspomagać oddech bez respiratora, narządy podjęły pracę bez leków, a głęboka rana powoli się zabliźniała. Do synka szybko dołączyła wybudzona mama, u której zaopatrzono rany i która pod opieką psychologa rozpoczęła pierwsze próby naturalnego karmienia. Medycy z wielkim poruszeniem obserwowali te pierwsze, niezwykle emocjonalne kontakty matki z cudem ocalonym chłopcem.
"- Ten pierwszy kontakt mamy z synem był bardzo wzruszający –"
Niestety w organizmie niewinnego chłopca doszło do bardzo głębokich i nieodwracalnych uszkodzeń neurologicznych. Kiedy Adaś skończył zaledwie siedem miesięcy, ponownie trafił na oddział po tym, jak zaniepokojona matka zauważyła u niego poważne zaburzenia układu oddechowego. Mimo podjętej interwencji medycznej, życia dziecka nie udało się uratować i chłopiec zmarł dokładnie 6 października 2018 roku.
W tym czasie 22-letni Eryk J. błyskawicznie usłyszał zarzuty obejmujące dwa zabójstwa starszego małżeństwa oraz usiłowania pozbawienia życia reszty domowników. Gdy zmarł mały Adaś, prokuratura stosownie rozszerzyła akt oskarżenia o kolejne punkty. Zatrzymany częściowo przyznał się w trakcie przesłuchań do winy, wskazując na gigantyczny konflikt osobisty między nim a teściami i samą Natalią, którego główną osią była nieplanowana ciąża. Śledczy przekazali dziennikarzom dokładne motywacje mordercy z Cerekwicy.
"- On nie chciał być ojcem, dlatego to zrobił –"
Proces Eryka J. Morderca z Cerekwicy Starej usłyszał sześć zarzutów
W trakcie przeprowadzanej na miejscu zbrodni wizji lokalnej Eryk J., pytany o to, kogo właściwie zamierzał pozbawić życia, z całkowitą obojętnością odpowiedział, że zabiłby absolutnie każdą osobę, która stanęłaby na jego ścieżce. W ostatecznym akcie oskarżenia, który pod koniec grudnia 2018 roku został skierowany do sądu, ujęto aż sześć odrębnych zarzutów karnych. Prokurator Maciej Meler podkreślał w mediach, że najwyższą możliwą karą dla tak brutalnego furiata jest dożywotnie więzienie w izolacji.
"- Prokuratura przyjęła, że podejmował działanie w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, wynikające z niechęci do przyjęcia na siebie roli ojca i wynikających z powyższego obowiązków –"
Dziennikarze „Głosu Wielkopolskiego” informowali czytelników, że sprawca przygotowywał się do masakry od co najmniej paru miesięcy, gdyż już pod koniec 2017 roku zaczął masowo zamawiać przez internet noże, bagnety oraz maskującą kominiarkę z czaszką. Cały ten skompletowany arsenał został ostatecznie użyty w trakcie tej zatrważającej napaści na bezbronnych ludzi. Prokurator Meler nie krył swojego przerażenia tą makabrą w rozmowie z mediami.
"- W mojej karierze jeszcze się nie spotkałem z takim poziomem brutalności. Ilość zadawanych obrażeń była znaczna, liczba noży i ostrych przedmiotów jest bardzo nietypowa –"
Proces oskarżonego Eryka J. ruszył w połowie lutego 2019 roku, na którym to mężczyzna kategorycznie odmówił składania jakichkolwiek wyjaśnień. Pełnomocnik poszkodowanych, mecenas Janusz Runowski, ostro potępił sprawcę, porównując jego czyny do polowania na bezbronną zwierzynę przez okrutnego rzeźnika. Z kolei adwokat nożownika próbował kuriozalnie argumentować, że to silne uzależnienie od gier wideo doprowadziło do utraty poczytalności u 22-latka. Powołani do sprawy biegli specjaliści z zakresu psychologii i psychiatrii całkowicie wykluczyli te rewelacje, stwierdzając pełną świadomość Eryka J. podczas popełniania zbrodni, a apelacje obrony nie przyniosły skutku.
Sędzia sprawozdawca, Katarzyna Maciaszek, w uzasadnieniu wyroku doszczętnie rozbiła argumentację dotyczącą rzekomego wpływu wirtualnej rozrywki na te brutalne morderstwa.
"- Jego motywacja i powzięty plan nie miał związku ze wskazywanym przez obronę uzależnieniem od gier komputerowych, a z jego życiem osobistym, które nie potoczyło się zgodnie z planem, jaki sobie założył -"
Sędzia precyzyjnie wypunktowała również okoliczności, które bezpośrednio pchnęły mężczyznę do tej potwornej decyzji.
"- Stopień społecznej szkodliwości czynów oskarżonego jest bardzo, bardzo wysoki. Oskarżony działał w sposób zaplanowany. Sam przyznał, że pomysł tego czynu zrodził się kilka tygodni wcześniej. Zbiegło się to z momentem, kiedy Natalia zwróciła się do niego, by zaczął się wreszcie interesować losem dziecka, może partycypować w kosztach związanych z ciążą. Poinformowała go również, że zamierza wystąpić z pozwem o alimenty i wyprawkę –"
Zwrócono szczególną uwagę na fakt, że mimo wielogodzinnego ślęczenia przed komputerem, Eryk normalnie pracował zarobkowo, regularnie uprawiał aktywność fizyczną oraz aktywnie pomagał matce w domowym gospodarstwie. Te liczne dodatkowe obowiązki całkowicie zadawały kłam tezie, że wyłącznie nałóg sterował jego zachowaniem i popchnął go do zbrodni.
Wyrok za morderstwo w Cerekwicy Starej. Sąd skazał Eryka J. na dożywocie
Dla ocalałej Natalii oraz wszystkich bliskich udział w procesie był niewyobrażalnie traumatycznym doświadczeniem. Obydwie siostry wciąż musiały mierzyć się z widocznymi na twarzach bliznami po nożu, jednak wkrótce z pomocą przyszedł dr Michał Charytonowicz z warszawskiej kliniki dr. Szczyta, który zaproponował im całkowicie darmowe operacje plastyczne rekonstrukcji twarzy. Podczas pierwszych posiedzeń sądu młoda matka wstrząsająco opisała swoje uczucia względem mordercy.
"- Jak go zobaczyłam, nic nie poczułam, bo ten człowiek już dla mnie nie istnieje. Próbowałam myśleć, że jego tam nie ma, trzeba to przetrwać –"
Członkowie rodziny ofiar konsekwentnie powtarzali przed salą rozpraw, że jedyną sprawiedliwą karą będzie kategoryczna, dożywotnia izolacja agresora i sąd faktycznie przychylił się do tych próśb. Eryk J. usłyszał wyrok bezwzględnego dożywocia z restrykcją umożliwiającą ewentualne starania o zwolnienie najwcześniej po odsiedzeniu czterdziestu lat za kratami, co według komentatorów jest mało prawdopodobne do spełnienia. Prowadząca sprawę sędzia nie pozostawiła cienia złudzeń co do konieczności surowego potraktowania sprawcy.
"- Tylko maksymalna kara izolacyjna spełni zadość społecznemu poczuciu sprawiedliwości –"
Obrońcy mężczyzny wielokrotnie starali się podważyć to orzeczenie, jednak w połowie września 2020 roku łódzki Sąd Apelacyjny całkowicie utrzymał w mocy pierwszą decyzję wymiaru sprawiedliwości. Po złożeniu skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego pod pretekstem rzekomych uchybień w obsadzie składu orzekającego, wniosek ten momentalnie oddalono jako całkowicie bezzasadny. Zwieńczyło to trwającą batalię sądową i ostatecznie zatwierdziło prawomocny wyrok dożywotniego pozbawienia wolności dla młodego furiata.