Prokuratura zainteresowała się działalnością Macieja M. w 2017 roku, po licznych sygnałach od organizacji walczących o prawa zwierząt. Kiedy śledczy weszli na teren rzekomego cyrku, odkryli, że przebywające tam zwierzęta żyją w koszmarnych warunkach. Zwierzęta przebywały w ciasnych i brudnych klatkach, brodząc we własnych odchodach, a w ich otoczeniu znajdowało się szkło i wystające gwoździe. Ostatecznie odebrano mężczyźnie wiele drapieżników, w tym sześć tygrysów, pięć lampartów, a także pumy, karakale, rysie i oceloty.
Wszystkie te zwierzęta są zaliczane do niebezpiecznych pierwszej kategorii. Mogą je posiadać tylko cyrki, placówki badawcze i ogrody zoologiczne - tłumaczyła mecenas Katarzyna Topczewska, pełnomocnik Fundacji Viva!
Działalność cyrkowa Macieja M. istniała wyłącznie na papierze. Mężczyzna nie miał odpowiedniego namiotu, nie prowadził sprzedaży biletów, ani nie organizował żadnych widowisk. W rzeczywistości status cyrku był jedynie przykrywką dla hodowli i internetowego handlu dzikimi zwierzętami. Łącznie na terenie jego posesji znajdowało się niemal 280 zwierząt reprezentujących przeszło 80 różnych gatunków.
Długotrwałe postępowanie prokuratorskie doprowadziło do oskarżenia Macieja M. o szereg przestępstw, w tym znęcanie się nad zwierzętami oraz nielegalny obrót nimi. Sąd Apelacyjny orzekł wobec niego karę roku i dziesięciu miesięcy pozbawienia wolności. Dodatkowo orzeczono wobec niego dziesięcioletni zakaz posiadania zwierząt i prowadzenia działalności hodowlanej, a także nakazano wpłatę 50 tysięcy złotych nawiązki na rzecz organizacji pozarządowych.
Sąd potwierdził, że Maciej M. pod szyldem cyrku prowadził nielegalną hodowlę i sprzedaż chronionych gatunków. Wymiar sprawiedliwości uznał go również winnym fałszowania dokumentacji, przywłaszczenia kapibary z poznańskiego zoo, naruszania praw pracowniczych oraz stwarzania zagrożenia dla osób mieszkających w pobliżu jego posesji.
Świadomie poświęcił ich dobrostan dla realizacji własnych celów - stwierdził w czasie uzasadnienia wyroku sędzia Krzysztof Lewandowski.
W trakcie procesu Maciej M. nie przyznawał się do winy, twierdząc, że jego działalność była legalna, a obecność odchodów w klatkach tłumaczył naturalnym zachowaniem zwierząt oznaczających terytorium. Sędzia Lewandowski, ogłaszając wyrok, zaznaczył jednak, że samo zapewnienie zwierzętom pożywienia nie wyklucza faktu znęcania się nad nimi. Orzeczenie wydane w tej sprawie jest prawomocne.