Z relacji ojca wynika, że 19-letni Kacper był pracowitym młodym człowiekiem, który świeżo po szkole podjął pracę u okolicznych rolników. Zebrane w ten sposób fundusze przeznaczył na zakup quada i motocykla, co stanowiło realizację jego wielkiej pasji. Według Krzysztofa S., z którym rozmawiała dziennikarka "Super Expressu", jego syn był ostrożnym kierowcą. Krytycznego wieczoru 19-latek wybrał się w towarzystwie znajomych na lokalną zabawę w pobliskiej miejscowości. Początkowo wszystko przebiegało spokojnie, a młody mężczyzna został po godzinie drugiej nad ranem odwieziony do domu przez swoich kolegów samochodem.
Sytuacja skomplikowała się tuż po powrocie do miejsca zamieszkania, gdy chłopak podjął niezrozumiałą decyzję o samotnym wyjeździe. Jak podkreśla pan Krzysztof, syn zaprezentował się młodszemu bratu w kasku ochronnym, po czym opuścił budynek. Rodzina do dziś nie potrafi wyjaśnić, co skłoniło go do ponownego wyruszenia w drogę swoim quadem.
Tajemnicze okoliczności śmierci w Międzychodzie. Ojciec 19-latka z Wielkopolski zabrał głos
Dalszy ciąg wydarzeń owiany jest tajemnicą, którą starają się rozwikłać organy ścigania. Wiadomym jest jedynie, że młody kierowca powrócił w okolice miejsca, gdzie odbywał się festyn. Następnie, krótko po drugiej w nocy, wjechał do lasu. Tam rozegrał się dramat - jego ciało odnaleziono przy drzewie, tuż za łukiem drogi, niedaleko posesji lokalnej pani sołtys. Mimo błyskawicznej reakcji mieszkańców, uruchomienia syren alarmowych i interwencji ratowników medycznych, nie udało się uratować życia młodego mężczyzny. Obrażenia głowy okazały się zbyt rozległe.
Gdy go znaleziono, quad jeszcze był jeszcze włączony, a kask leżał obok, bez uszkodzeń - powiedział Krzysztof S., cytowany przez "SE".
Szczegóły z miejsca zdarzenia budzą ogromny niepokój ojca, zwłaszcza że do jego uszu dotarły nieoficjalne informacje o tym, jakoby Kacper nie opuszczał terenu zabawy w pojedynkę. Krzysztof S. zadaje sobie pytanie, dlaczego nikt ze znajomych nie zainterweniował, zabierając synowi kluczyki do pojazdu. Co więcej, jeśli doniesienia o współpasażerze są prawdziwe, niezrozumiałym pozostaje fakt, dlaczego ten rzekomy świadek uciekł, nie udzielając pomocy. Rodzina domaga się wyjaśnienia wszystkich niejasności i ustalenia rzeczywistego przebiegu tamtej nocy.
Śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Szamotułach. Łukasz Wawrzyniak z poznańskiej Prokuratury Okręgowej poinformował, że przeprowadzona sekcja zwłok jako bezpośrednią przyczynę zgonu wskazała masywne urazy głowy. Zlecono również specjalistyczne badania toksykologiczne zabezpieczonych próbek krwi, które mają ostatecznie zweryfikować ewentualną obecność alkoholu w organizmie ofiary w momencie zdarzenia.
Okoliczności tego wypadku są dość tajemnicze. Postaramy się wspólnie z prokuratorami to zweryfikować i wyjaśnić. Zagadka tego wypadku musi być rozwiązana - zapewnił reporterkę "Super Expressu" mł. inspektor Andrzej Borowiak z Wielkopolskiej Policji.
Dramat nabiera jeszcze bardziej przejmującego wymiaru w obliczu prywatnych planów Kacpra, który w najbliższym czasie zamierzał poprosić o rękę swoją partnerkę. Niestety, zamiast uroczystości zaręczyn, bliscy przygotowują się do jego pogrzebu, zaplanowanego na 22 sierpnia.