Zgotowali 16-latkowi ze Śremu piekło za pomówienia nastolatki. Główny oprawca nawet nie przeprosił

2026-06-05 8:54

Mieszkaniec wielkopolskiego Śremu postanowił wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę, gdy córka oskarżyła 16-latka o wyrządzenie jej krzywdy. Mężczyzna skrzyknął kolegów, wciągnął pokrzywdzonego do auta, założył mu worek na głowę i dokonał okrutnego aktu przemocy. Jak się później okazało, rzekoma wina chłopaka mogła być wyłącznie wymysłem dziewczyny, która ostatecznie przed śledczymi wycofała się ze swoich słów.

Dramat na ulicach Śremu. Brutalny atak na 16-latka

W niedzielę 13 kwietnia 2025 roku na terenie Śremu rozegrał się dramat przypominający brutalne kino gangsterskie. Około godziny 22:00 pokrzywdzony 16-latek przechadzał się rejonem ulicy Kolejowej w towarzystwie znajomej pary. Początkowo widok nadjeżdżającego pojazdu z czterema osobami wewnątrz nie wzbudził w nastolatkach żadnych podejrzeń. Sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy maszyna nagle stanęła, a z jej wnętrza gwałtownie wybiegli sprawcy, rzucając się prosto na bezbronnego chłopaka. Mimo prób oporu i ogromnego przerażenia, młodzieniec musiał ulec przewadze fizycznej dorosłych napastników. Został siłą wciśnięty w szczelinę między przednimi a tylnymi fotelami, po czym pozbawiono go telefonu komórkowego i osłonięto mu głowę foliową reklamówką. Zgromadzone przez organy ścigania dowody wskazują, że oprawcy przetransportowali nastolatka w rejon nadrzecznej przystani nad Wartą. Właśnie tam wyciągnęli go z auta i dopuścili się na nim drastycznego aktu przemocy z użyciem pałki teleskopowej.

Znajomi 16-latka ze Śremu brali udział w spisku. Wystawili go oprawcom

Osoby towarzyszące ofierze rzekomo obawiały się o własne bezpieczeństwo, dlatego zaniechały powiadomienia służb. Zastraszony chłopak po uwolnieniu wrócił do miejsca zamieszkania i początkowo zachował absolutne milczenie na temat doznanych krzywd. Przełom nastąpił dopiero po upływie czterech dób, 17 kwietnia 2025 roku, kiedy to zdecydował się odwiedzić jednostkę policji i opowiedzieć o wszystkim śledczym. Dla dorastającego młodzieńca zrelacjonowanie tak drastycznego upokorzenia wiązało się z niewyobrażalnym stresem i delikatością. Według doniesień Piotra Żytnickiego, reportera śledczego reprezentującego łamy „Gazety Wyborczej”, postępowaniem natychmiast zajęli się specjaliści z pionu kryminalnego śremskiej komendy. Szybka analiza faktów doprowadziła ich do wstrząsających wniosków, z których wynikało, że bierność znajomych 16-latka w momencie porwania była starannie zaplanowanym elementem misternej pułapki.

„- Od początku zachowanie kolegi i koleżanki porwanego 16-latka wydawało im się podejrzane. Widzieli, jak bandyci wciągają ich kolegę do samochodu, ale nie zareagowali. Nie uciekli, nie zadzwonili po policję. Stali w miejscu i przyglądali się porwaniu” – pisał Piotr Żytnicki w „Wyborczej”. „- Byliśmy przekonani, że o wszystkim wiedzieli. Celowo wywabili 16-latka z domu o tej godzinie pod pozorem spaceru i wystawili porywaczom” – przyznali policjanci w rozmowie z dziennikarzem. Dalsze działania potwierdziły instynkt funkcjonariuszy, bezsprzecznie dowodząc, że całe zdarzenie było wynikiem cynicznej zmowy.

Zatrzymanie osób odpowiedzialnych za ten akt przemocy miało miejsce w lany poniedziałek, 21 kwietnia 2025 roku. Zaledwie kilkudniowe czynności operacyjne wystarczyły mundurowym, aby zidentyfikować całą grupę stojącą za atakiem na młodzieńca. Rolę głównego organizatora przypisano 43-letniemu Mariuszowi Z., działającemu z pobudek rzekomej troski o własną córkę. Nastolatka wcześniej oskarżyła 16-latka o zrobienie jej krzywdy, co skłoniło krewkiego ojca do zorganizowania bezlitosnego odwetu w formie brutalnej nauczki. Postępowanie ujawniło jednak poważne luki w tej historii, wskazując na prawdopodobne oszustwo dziewczyny. O rzekomej przemocy wobec niej organy śledcze nigdy nie zostały oficjalnie powiadomione. Ostatecznie podczas spotkania z policją córka agresora wycofała się z obciążających zarzutów, a sam pokrzywdzony wyjaśnił dodatkowo, że jego intymna relacja z koleżanką opierała się na pełnej dobrowolności stron.

Śledczy prowadzący sprawę pod nadzorem prokuratury wciąż badają stopień wiarygodności wersji przedstawionej przez młodą kobietę. Motywy, dla których mogła wymyślić i opowiedzieć swojemu rodzicielowi nieprawdziwą historię, pozostają dotąd niewyjaśnione. Poważnie rozpatrywana jest również inna hipoteza śledcza, zakładająca, że ojciec całkowicie samodzielnie zmyślił wątek skrzywdzonej córki, aby wykreować dla siebie korzystną linię obrony przed wymiarem sprawiedliwości. Te skomplikowane wątki podlegają obecnie drobiazgowej weryfikacji.

Nie ulega z kolei żadnej wątpliwości, że główny architekt ataku, Mariusz Z., w momencie dokonywania przestępstwa realizował swój plan z chłodną kalkulacją, a nie w przypływie nagłego afektu. Taki poziom logistyki pozwala domniemywać, że operacja uprowadzenia była opracowywana ze sporym wyprzedzeniem. Do wymierzenia samozwańczej sprawiedliwości zaangażował trójkę swoich znajomych, wśród których znalazł się zaledwie 17-letni chłopak. Ekipę uzupełniało dwóch dojrzałych mężczyzn w wieku 36 oraz 37 lat.

Mariusz Z. nie miał czystej kartoteki. Sprawca ze Śremu znany organom ścigania

Działania dochodzeniowe błyskawicznie obnażyły mroczną przeszłość głównego podejrzanego, dowodząc jego wielokrotnych potyczek z wymiarem sprawiedliwości. Stróże prawa doskonale znali Mariusza Z., interweniując wcześniej z powodu jego udziału w burdach, wyłudzeniach, unikaniu płacenia na dzieci, podrabianiu dokumentów oraz czynnych napaściach. Rejestr ten dopełniają cztery udowodnione incydenty związane z kradzieżami i włamaniami. Reporter „Gazety Wyborczej” dotarł ponadto do informacji, iż 43-latek publicznie manifestuje przekonania rasistowskie i neonazistowskie. Na swoich profilach w internecie mężczyzna nawołuje do rzekomej supremacji białej rasy, aktywnie sprzeciwiając się między innymi ruchowi Black Lives Matter. Prezentuje wizerunek radykalnego skinheada-narodowca, posługując się chętnie hasłami typu „Wielka Polska”, „Bóg, honor, ojczyzna” czy życząc śmierci domniemanym wrogom ojczyzny. W chwili aresztowania agresor miał na sobie koszulkę ozdobioną symbolem orła z trójzębną swastyką układającą się z trzech cyfr siedem. Znawcy tematyki ekstremistycznej jednoznacznie identyfikują ten znak jako godło rasistowskiego Afrykanerskiego Ruchu Oporu z RPA.

Zaledwie dwanaście miesięcy przed atakiem na bezbronnego 16-latka nazwisko prowodyra znów zagościło w policyjnych notesach. Mężczyzna zaangażował się w oddolne formacje strażników obywatelskich, które przemierzały ulice Śremu oraz przyległych miejscowości. Twórcy tych inicjatyw tłumaczyli to troską o przestrzeganie ładu, jednak obserwatorzy zwracali uwagę, że owe marsze do złudzenia przypominały agresywne pochody faszystowskich bojówek liczące kilkadziesiąt osób. Grupy te zaczepiały spacerujących cudzoziemców, natarczywie przypominając im o konieczności respektowania lokalnego prawodawstwa. Publikacje „Super Expressu” z tamtego okresu wiązały te wydarzenia z głośną bójką na śremskim kąpielisku, o którą oskarżano gości z Kolumbii i Argentyny. Właśnie w trackie jednej z takich nacjonalistycznych demonstracji policja wylegitymowała 43-letniego bohatera opisywanych wydarzeń.

Co równie interesujące, wspólnicy dobrani przez organizatora do pomocy w brutalnej napaści na nastolatka również nie mogli pochwalić się czystą kartoteką. Jeden z nich figurował w rejestrach ze względu na wcześniejszy udział w ulicznej bijatyce, dewastację własności, paserstwo, zaniedbania alimentacyjne, a także agresję wobec pracownika służb publicznych. Kolejny kompan dzielił z resztą przewinienia związane z długami alimentacyjnymi. Pełna identyfikacja i zatrzymanie tej recydywistycznej grupy pochłonęło organom ścigania okrągłe cztery dni. Jak podkreślali zaangażowani mundurowi w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, proces tropienia przestępców toczył się nieprzerwanie, przez całą dobę.

Jakie konkluzje przyniosło policyjne dochodzenie?

„- 43-latek postanowił »dać nauczkę« nastolatkowi i przybrał sobie do tego swoich wspólników. Obok córki i jej chłopaka, w zmowie z 43-latkiem byli jeszcze jego trzej znajomi mający 37, 36 i 17 lat. To właśnie z tymi znajomymi 43-latek zaatakował 16-latka na ulicy i siłą wrzucił go do samochodu, między tylną kanapę a przednie siedzenia. Tam 16-latkowi założono na głowę torbę foliową oraz zabrano telefon komórkowy. Po dojechaniu w rejon przystani »Marina« nad Wartą pokrzywdzonego siłą wyciągnięto z auta, a następnie zostało popełnione przestępstwo o charakterze seksualnym na jego szkodę” - przekazała podinspektor Ewa Kasińska, rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Śremie. „– Podczas przesłuchania 16-latka nie potwierdziła, aby ofiara jej cokolwiek zrobiła” – dodała policjantka.

Wyroki dla sprawców porwania w Śremie. Mariusz Z. nie zdobył się na przeprosiny

Na mocy decyzji sędziego prowadzącego, wobec całego składu napastników orzeczono tymczasowy areszt do momentu rozstrzygnięcia kwestii popełnionej zbrodni. Wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci policyjnego dozoru zastosowano jedynie w stosunku do osiemnastoletniego kolegi ofiary, który w kooperacji z córką głównego oprawcy podstępnie wystawił chłopaka na pastwę losu. Reporterzy ustalili również zaskakujący szczegół w tej sprawie – młoda inicjatorka tragicznych wydarzeń miała od niedawna tworzyć związek uczuciowy właśnie z owym 18-latkiem. Wyciągnięcie konsekwencji wobec nieletniej leży teraz w kompetencjach wydziału rodzinnego.

Rozstrzygnięcie sądowe zapadło wiosną, w kwietniu 2026 roku, skazując Mariusza Z. na łączny wymiar siedmiu lat odosobnienia za kratami. Na spędzenie pięciu i pół roku w zamknięciu skazano dodatkowo Franciszka G., który pomimo młodego wieku podczas ataku wykazał się wyjątkowym zaangażowaniem w krzywdzenie 16-latka. Wyrok 6 lat i 2 miesięcy pozbawienia wolności usłyszał natomiast Michał L. Wszyscy wymienieni pomocnicy, w przeciwieństwie do mózgu operacji, zdobyli się na refleksję i skierowali w stronę poszkodowanego słowa skruchy. Znamienny pozostaje fakt, że główny agresor zignorował tę szansę i w ogóle nie przeprosił. Czwarty z grupy porywaczy już wcześniej zawarł porozumienie z wymiarem sprawiedliwości, dobrowolnie przyjmując wyrok 8 miesięcy pozbawienia wolności warunkowo zawieszony na okres trzech lat.

W momencie oddawania tego artykułu do publikacji ogłoszone sentencje wyroków nie nosiły jeszcze znamion prawomocności, a stronom niezadowolonym z decyzji sędziego przysługiwało prawo wniesienia środka odwoławczego.

Sonda
Czy kary za fałszywe oskarżenie kogoś o przestępstwo powinny być wyższe?
Pokój Zbrodni - Mroczne kulisy zbrodni na Wilanowie. Karolina B. zaatakowała swojego partnera