Relacja z 34-letnim Sławomirem B. była pełna przemocy, wulgaryzmów, ciągłych awantur oraz bezpodstawnych oskarżeń o niewierność. Mężczyzna nieustannie śledził swoją partnerkę, przez co młoda kobieta zdecydowała się ostatecznie zakończyć ten związek. Obawiała się jednak o własne bezpieczeństwo, ponieważ jej wybranek był już wcześniej skazany za pobicie byłej żony. Kiedy tylko dowiedział się o rozstaniu, wpadł w furię. Podczas próby odebrania rzeczy z ich wspólnego mieszkania, 34-latek zaczął wyzywać Monikę, szarpać ją i z siłą rzucił na fotel.
W dniu 9 lutego 2016 roku młoda kobieta zamieściła w sieci wpis: „Od dzisiaj jesteś tylko najgorszym koszmarem minionych miesięcy. Żegnam smutki, żegnam żale, czuję się wręcz doskonale”.
Marzenia 21-latki o odzyskaniu spokoju szybko legły w gruzach, a jej życie zamieniło się w prawdziwy dramat. Sławomir B. nie potrafił pogodzić się z decyzją kobiety, dlatego zaczął jej grozić i planować krwawą zemstę. Miesiąc po zakończeniu związku zaczaił się na byłą partnerkę w podpoznańskich Żernikach. Kiedy Monika wychodziła w towarzystwie matki z drukarni, w której pracowała, napastnik zaatakował ją nożem i zadał kilkanaście ciosów. Młoda kobieta zmarła chwilę później na oczach przerażonej rodzicielki.
Po ataku ruszyła policyjna obława, która zakończyła się odnalezieniem ciała sprawcy. Mężczyzna odebrał sobie życie. Wkrótce po tych tragicznych wydarzeniach wyszło na jaw, że zamordowana od dłuższego czasu bezskutecznie prosiła policję o interwencję. Kobieta wielokrotnie zgłaszała się do mundurowych i szczegółowo opisywała swój dramat, w żaden sposób nie tłumacząc zachowania agresora.
Ofiara informowała stróżów prawa o psychicznym i fizycznym znęcaniu się ze strony byłego partnera, błagając przy tym o zapewnienie bezpieczeństwa. Jej apele nie przyniosły jednak żadnego rezultatu i 21-letnia Monika G. nie doczekała się policyjnej ochrony.
Szczegółowe postępowanie śledczych sprawiło, że funkcjonariusze prowadzący sprawę Moniki G. zasiedli na ławie oskarżonych. Prokuratura postawiła zarzuty przekroczenia uprawnień i poświadczenia nieprawdy w dokumentach Krzysztofowi W. oraz Piotrowi R. Pierwszy z wymienionych policjantów prowadził dochodzenie w sprawie gróźb karalnych i naruszenia nietykalności cielesnej, a drugi bezpośrednio nadzorował te działania.
Przed wymiarem sprawiedliwości musiała odpowiedzieć również funkcjonariuszka Marzena L., która zajmowała się wątkiem fizycznego i psychicznego znęcania się nad młodą kobietą. Według śledczych policjantka nie dopełniła obowiązków służbowych, ponieważ nie przekazała komendantowi wojewódzkiemu dwóch wniosków Moniki G. dotyczących przyznania jej ochrony.
Takie same zarzuty usłyszał Paweł I., zastępca naczelnika wydziału kryminalnego, który odpowiadał za nadzór nad działaniami Marzeny L. Latem 2024 roku Sąd Rejonowy Poznań - Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu wydał rozstrzygnięcie w tej sprawie. Ku ogromnemu zaskoczeniu prokuratury oraz bliskich zamordowanej, wszyscy oskarżeni mundurowi usłyszeli wyrok uniewinniający. Teraz jednak Sąd Okręgowy w Poznaniu uchylił tamto orzeczenie i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy.
W uzasadnieniu sąd drugiej instancji podkreślił, że choć materiał dowodowy został zebrany i oceniony prawidłowo, to wyciągnięto z niego błędne wnioski w kwestii winy policjantów. Pisma kierowane przez zamordowaną 21-latkę do prokuratury stanowiły bowiem realne wnioski o zapewnienie jej ochrony. Ponadto sędzia określiła mianem „porażki wymiaru sprawiedliwości” fakt, że całe postępowanie ciągnęło się przez dziesięć lat.
Sąd odwoławczy nie może skazać oskarżonego, który został uniewinniony w pierwszej instancji, ta sprawa musi toczyć się ponownie przed sądem rejonowym - stwierdziła sędzia Agata Adamczewska.
Decyzja sądu odwoławczego przyniosła matce zamordowanej Moniki G. ulgę połączoną ze smutkiem. Kobieta wierzy, że ponowny proces doprowadzi wreszcie do sprawiedliwego wyroku, dzięki czemu jej tragicznie zmarła córka zazna spokoju.