Niegdyś szefowa poznańskiego zoo, Ewa Z. wyrosła na czołową postać w walce o prawa zwierząt w naszym kraju. Społeczeństwo z podziwem śledziło jej akcje, takie jak wyjazdy na wschodnią granicę, skąd ewakuowała czworonogi z terenów objętych konfliktem. Ceniona badaczka i pisarka regularnie gościła w porannych programach, udzielała wywiadów stacjom radiowym oraz zdobiła okładki czasopism. Obecnie sytuacja diametralnie się zmieniła, ponieważ kobieta stanęła przed Sądem Rejonowym w Poznaniu jako oskarżona o nadużycia. Według śledczych jej wina jest całkowicie bezsporna.
"- To będzie długi proces, W sądzie ma zeznawać aż 76 świadków" - mówiła jeszcze przed rozprawą prokuratorka Alicja Małasiak.
Prokuratura sformułowała wobec byłej dyrektorki szereg poważnych zarzutów, z których głównym jest fałszowanie dokumentacji finansowej placówki. W księgach rachunkowych ogrodu miały figurować opłacone rachunki za usługi, których w rzeczywistości nigdy nie zrealizowano, takie jak nabycie klatek do transportu, renowacja dróg i siedziby zarządu, kursy medyczne z tamowania krwotoków czy czyszczenie dachu na budynku słoniarni. Ogromne oburzenie wywołują również doniesienia o tym, że oskarżona wykorzystywała auto służbowe do prywatnych podróży, a także przywłaszczała jedzenie i leki kupione dla zwierząt z zoo, przeznaczając je dla własnych pupili. Za opisane czyny grozi jej dekada za kratkami.
Sama Ewa Z. konsekwentnie odrzuca wszystkie przedstawione jej oskarżenia.