Referendum w Poznaniu? Po Krakowie temat wraca, ale na razie bez konkretów

2026-05-26 15:57

Po odwołaniu prezydenta Krakowa w lokalnym referendum w Poznaniu wróciło pytanie, czy podobny scenariusz byłby możliwy także nad Wartą. Społecznicy studzą emocje: bez pieniędzy i silnej organizacji taka akcja nie ma szans. Prezydent Jacek Jaśkowiak przekonuje z kolei, że krakowski przykład to przede wszystkim lekcja o zarządzaniu finansami miasta.

Dyskusja o ewentualnym referendum w Poznaniu pojawiła się przy okazji obywatelskiej inicjatywy dotyczącej przywrócenia roweru miejskiego. Aktywiści zebrali ponad 6 tysięcy podpisów, ale na razie nie deklarują rozpoczęcia akcji referendalnej.

Anna Sokolnicka-Elzanowska ze Stowarzyszenia Plac Wolności podkreśla, że przykład Krakowa nie jest łatwy do skopiowania.

- W Krakowie referendum było wsparte olbrzymimi środkami finansowymi. Przygotowanie trwało pół roku. Bez wsparcia finansowego to się nie uda - mówi.Jej zdaniem poznańskie ruchy miejskie są dziś bardziej rozproszone niż dekadę temu. Pojawiły się nowe stowarzyszenia i osoby z ambicjami politycznymi, ale na razie nikt oficjalnie nie deklaruje chęci organizacji referendum.

- Nie mamy zadeklarowanych osób, które chciałyby przeznaczyć milion złotych na przygotowanie referendum. Poznań jest jednak bogatym miastem i zobaczymy, czy do tego nie dojdzie - dodaje Anna Sokolnicka-Elzanowska.Do sprawy odniósł się też prezydent Jacek Jaśkowiak. Jego zdaniem sytuacja w Krakowie pokazuje, że mieszkańcy oceniają przede wszystkim sposób zarządzania finansami i inwestycjami.

- Ludzie oczekują od włodarzy miast racjonalnego zarządzania finansami i prowadzenia inwestycji tak, żeby nie dochodziło do pogorszenia infrastruktury - mówi prezydent.Jacek Jaśkowiak porównuje sytuację Krakowa z Wrocławiem, gdzie - mimo problemów wizerunkowych prezydenta - nie udało się zebrać podpisów pod referendum. Według niego znaczenie miały m.in. skala zadłużenia i inwestycji.

Prezydent Poznania przekonuje, że w stolicy Wielkopolski widoczna skala remontów i inwestycji działa na jego korzyść.

- Mieszkańcy mówią mi: widzę Ratajczaka, widzę mosty, widzę skalę remontów, więc widzę, że pan pracuje - dodaje prezydent Jaśkowiak.Jednocześnie prezydent przyznaje, że każde miasto może stać się miejscem podobnej politycznej próby sił, jeśli znajdą się organizatorzy i pieniądze.

- Jeżeli komuś będzie się chciało zbierać podpisy i ktoś położy duże pieniądze, to takie coś może się zdarzyć - ocenia.Jaśkowiak ostrzega też przed dezinformacją, manipulacją obrazem i wykorzystywaniem sztucznej inteligencji w lokalnej polityce. W jego ocenie kampanie referendalne mogą stać się narzędziem nie tylko społecznego niezadowolenia, ale też walki politycznej i biznesowej.