Samotny tata błaga o pomoc dla syna. "Nie mamy środków na turnus"

Historia Roberta i jego 14-letniego syna Artura to przejmujący obraz walki o zdrowie dziecka wbrew fatalnym przewidywaniom lekarzy. Samotnie wychowujący nastolatka ojciec stoi obecnie przed dramatycznym wyzwaniem, ponieważ musi w zaledwie kilka dni zgromadzić fundusze na niezbędny wyjazd rehabilitacyjny, bez którego dotychczasowe postępy chłopca zostaną całkowicie stracone.

Opowieść o Arturze i jego ojcu Robercie przypomina gotowy materiał na film opowiadający o niezwykłej determinacji rodzica. Mężczyzna samotnie stawia czoła chorobie, która brutalnie odmieniła ich codzienność. W serwisie Siepomaga.pl zorganizowano zbiórkę zatytułowaną „Tata i synek - sami przeciwko chorobie... Pomóż Arturkowi!”. Jej głównym założeniem jest zebranie funduszy na leczenie 14-latka z miejscowości Kleczew w województwie wielkopolskim. Nastolatek cierpi na niedowład spastyczny czterokończynowy oraz znaczne niedowidzenie. W poruszającym opisie na stronie zbiórki Robert apeluje o wsparcie finansowe. Ojciec przyznaje otwarcie, że zdaje sobie sprawę z nieuleczalności stanu swojego dziecka, jednak zapowiada dalszą walkę o polepszenie jego losu.

- Znów tu jestem i proszę o pomoc dla mojego synka! On nigdy nie wyzdrowieje - wiem to. A ja nigdy nie przestanę prosić o wsparcie, bo to jedyna szansa na jak najlepsze życie dla mojego tak ciężko skrzywdzonego przez los Arturka...- napisał taka 14-latka. 

Spokojne życie Roberta i jego żony po przyjściu na świat wymarzonych bliźniaków, Artura i Lenki, trwało zaledwie dwanaście tygodni. Nagle stan zdrowia chłopca uległ dramatycznemu pogorszeniu. Pomimo wielu pobytów w placówkach medycznych, specjaliści przez pięć miesięcy utrzymywali, że pacjent zmaga się ze zwykłym zapaleniem płuc. Wkrótce doszło do tragedii, ponieważ po jednym z wypisów Artur gwałtownie zsiniał i przestał łapać powietrze, wpadając w śpiączkę na okrągłą dobę. Po odzyskaniu przytomności problemy wcale nie ustały. Przełomowym momentem okazało się silne zakrztuszenie, w wyniku którego dziecko ponownie straciło przytomność. Z tego stanu chłopiec już się nie wybudził, a przekazane przez medyków informacje brzmiały jak wyrok.

- Wynik rezonansu - mózg obumarł w 99 %. Grunt usunął mi się spod stóp, gdy lekarz powiedział, że nie ma nadziei. Mieliśmy tylko czekać na śmierć synka… Próbował nas jeszcze "pocieszać", że taki stan to wegetacja, więc nawet lepiej, że Arturek umrze. Jak można coś takiego powiedzieć do rodzica umierającego dziecka?! - napisał pan Robert. 

Wspomina ten wstrząsający moment z ogromnym bólem. Ostatecznie ojciec zdecydował się na własne ryzyko przenieść syna do Centrum Zdrowia Dziecka. Tamtejsi specjaliści odkryli prawdziwą przyczynę problemów, którą okazał się refluks żołądka prowadzący do zachłystowego zapalenia płuc. Prawidłowe rozpoznanie choroby na wczesnym etapie pozwoliłoby Arturowi cieszyć się pełnym zdrowiem.

Samotny ojciec nie poddaje się

Mężczyzna ostatecznie został zupełnie sam z ciężko chorym nastolatkiem. Wbrew powszechnym przekonaniom to właśnie on przejął pełną odpowiedzialność za opiekę nad dzieckiem i podporządkował całe swoje życie walce o jego sprawność. Jak sam podkreśla w opisie zbiórki na Siepomaga.pl, robi wszystko, by zapewnić chłopcu bezpieczeństwo.

- Jestem dla niego mamą i tatą w jednym, opiekunem, rehabilitantem, jego oczami i rycerzem, który obroni go przed całym złem świata i będzie się starał, by nikt już go nie skrzywdził. (...) Nie czuję się żadnym bohaterem - przecież jestem ojcem, a mój syn mnie potrzebuje. Nigdy go nie zostawię i będę walczył o niego do końca życia - opisuje pan Robert. 

Medycy doradzali wcześniej przygotowania do pogrzebu, jednak czternastolatek niespodziewanie zaczął odzyskiwać kontakt z otoczeniem. To dało początek niezwykle wyczerpującej batalii o każdy najdrobniejszy krok w stronę sprawności pacjenta.

Turnus rehabilitacyjny to jedyna szansa dla 14-letniego Artura

Obecnie czternastolatek zawdzięcza ogromne postępy specjalnym ćwiczeniom. Chociaż rodzina niedawno otrzymała bolesną wiadomość o bezpowrotnej utracie wzroku u chłopca, obaj nie tracą woli walki. Nastolatek zdołał już opanować umiejętność samodzielnego siedzenia i utrzymywania się na nogach. Niestety ten ogromny wysiłek może pójść na marne z powodu braku środków. Robert dostał sygnał o zwolnieniu się miejsca na niezwykle ważnym, trzytygodniowym wyjeździe rehabilitacyjnym. Czasu na zebranie funduszy jest jednak dramatycznie mało.

- Nie mamy środków na turnus - zostały nam tylko 4 dni! Potrzebna PILNA pomoc! (...) Otrzymałem informację, że zwolniło się miejsce na trzytygodniowym turnusie rehabilitacyjnym, na który Artur może wyjechać już od najbliższej niedzieli. Koszt turnusu wynosi 18 000 zł, a do zebrania brakuje nam jeszcze około 8 000 zł. To dla nas ogromna szansa, której bardzo nie chcielibyśmy stracić - czytamy w opisie zbiórki. 

Mężczyzna wyraźnie zaznacza, że ewentualne przerwanie ćwiczeń przyniesie katastrofalne skutki w postaci nasilenia spastyki, bolesnych zwichnięć stawów biodrowych i potężnego cierpienia fizycznego. W związku z tym gorąco apeluje do ludzi dobrej woli o finansowe wsparcie.

- Mój syn to całe moje życie. Staram się, jak mogę, jednak codzienność jest ciężka. Chciałbym zapewnić Arturkowi wszystko, co najlepsze, jednak barierą są pieniądze. Jesteśmy zgraną drużyną, która prosi o pomoc. (...) Za każde wsparcie z całego serca dziękuję w imieniu swoim i synka!- apeluje na siepomaga.pl

Wszyscy chętni do pomocy mogą wesprzeć czternastolatka z Kleczewa, wpłacając środki poprzez stronę zbiórki „Tata i synek - sami przeciwko chorobie... Pomóż Arturkowi!” zorganizowanej na platformie Siepomaga.pl.