Svitłana P. miała zrobić dom uciech z przytułku dla dzieci. Tortury i brudne pampersy w ustach

2026-09-07 13:22

Svitłana P. przybyła do Polski w 2022 roku, uciekając przed konfliktem zbrojnym w Ukrainie. Kiedy znalazła się w Poznaniu, jej podopieczni ujawnili, że jeszcze w ich ojczyźnie zgotowała im prawdziwe piekło. Według relacji dzieci, z sierocińca miała stworzyć dom publiczny, oferując nieletnich pedofilom i poddając ich różnym formom tortur. Śledczy ustalili, że uderzała ich gałęziami z kolcami i po genitaliach, a do jedzenia serwowała psie odchody. Detale tej sprawy są wyjątkowo przerażające.

Według ustaleń śledczych Svitłana P. (56 l.) nie tylko znęcała się nad dziećmi przebywającymi w rodzinnym domu dziecka, ale także organizowała w Polsce i Ukrainie dziecięcą agencję towarzyską. Mimo że proces w Sądzie Okręgowym w Poznaniu toczy się już od trzech lat, wyrok nadal nie zapadł. Sędzia planuje ponowne przesłuchanie oskarżonej oraz analizę akt prokuratorskich. W międzyczasie Svitłana P. stanowczo zaprzecza większości zarzutów. Przyznaje się jedynie do sporadycznego używania przemocy fizycznej wobec podopiecznych z rodzinnego domu dziecka. Kobieta opiekowała się sierotami w Ukrainie, a po wybuchu wojny ewakuowała się z nimi do Poznania, gdzie wyszły na jaw zarzuty dotyczące wyrafinowanych tortur.

Sonda
Czy kary za molestowanie seksualne powinny być wyższe?

Zestawienie okrucieństw przypisywanych kobiecie przez organy ścigania jest niezwykle długie. – Poniżała, zastraszała, zmuszała do wielogodzinnego stania w kącie czy jedzenia zepsutych pokarmów. Ograniczała im także dostęp do jedzenia, picia i toalety – relacjonowała podczas rozprawy prokurator Nina Tybinkowska-Sepsiak z Poznania. Co gorsza, oskarżona miała bić dzieci gałęziami z kolcami oraz tłuczkiem do mięsa. Według doniesień, wyrywała im włosy i zmuszała do trzymania w ustach zużytych pampersów. Jeden z chłopców miał być bity po genitaliach, przywiązywany do różnych przedmiotów, w tym pianina, a na obiad dostawać psie odchody.

Svitłana P. nie przyznaje się do winy. Obrońca o absurdalnych zarzutach, sąd ponownie zbada akta

Na domiar złego, 56-latka miała zapraszać do placówki pedofilów, przekazując im bezbronne ofiary. Według relacji dzieci były odurzane farmakologicznie, a rano budziły się obolałe, pozbawione ubrań. Ukrainka rzekomo sama również dopuszczała się molestowania, zmuszając podopiecznych do "innych czynności seksualnych" w celu własnego zaspokojenia. Śledztwo dotyczące siatki pedofilskiej toczyło się odrębnie, jednak z braku możliwości ustalenia sprawców, zostało zamknięte. Sąd Okręgowy w Poznaniu przed ogłoszeniem wyroku zamierza dokładnie zapoznać się z tymi materiałami.

Wbrew wcześniejszym informacjom o finiszu sprawy, oskarżona będzie musiała złożyć dodatkowe wyjaśnienia. – Sąd dokładnie przeanalizował akta – podkreśla z zadowoleniem mec. Jędrzej Kwiczor, reprezentujący Ukrainkę. – Obiektywnie dowody nie wskazują, żeby doszło do przestępstwa pedofilii. Jeśli zarzuty wobec niej miałyby być prawdą, to moja klienta musiałaby być lepsza od Epsteina – dodaje prawnik.

Obrońca argumentuje, że ani ekspertyzy medyczne, ani analizy fizykochemiczne próbek włosów i ubrań dzieci nie potwierdzają, by doświadczyły one przemocy na tle seksualnym. Postępowanie sądowe Svitłany P. trwa już trzeci rok, a według uzyskanych informacji jego finał może nastąpić dopiero w końcówce 2026 roku.

Pokój Zbrodni - były policjant zabił tynkarza