Tuż po świętach wielkanocnych zakończyła się dwutygodniowa wyprawa, podczas której lekarze i ratownicy nie tylko diagnozowali choroby oczu, ale często po raz pierwszy dawali pacjentom realną szansę na normalne funkcjonowanie.
Każdego dnia przed prowizorycznymi gabinetami ustawiały się tłumy.
- Liczyliśmy, że będziemy badać około 40 pacjentów dziennie. Okazało się, że to było 80 osób każdego dnia - mówi Tomasz Liber, ratownik i uczestnik wyprawy.
W trakcie misji przebadano 530 pacjentów dorosłych i ponad setkę dzieci. Dominowały przewlekłe zapalenia spojówek, ale najpoważniejszym problemem okazała się jaskra - choroba, która w Europie jest kontrolowana, a w Afryce często oznacza wyrok.
W polowej klinice pojawiały się dzieci prowadzone za rękę przez rodziców, już niewidome, bo nikt wcześniej nie miał możliwości zdiagnozować choroby. Brak dostępu do prostych leków czy zabiegów sprawia, że utrata wzroku przekłada się na całe życie:
- Do tego dochodzi brak edukacji (...) Nawet gdyby było ich stać na leki, to często nie mają wystarczającej świadomości o zagrożeniach, które się pojawiają w momencie przerwania np. zakraplania oczu - dodaje Tomasz Liber.
Wolontariusze przywieźli ze sobą setki okularów zebranych w Polsce - zarówno korekcyjnych, jak i przeciwsłonecznych. W wielu przypadkach to właśnie one były najprostszą i jedyną formą pomocy.
- Dla wielu osób dobranie zwykłych okularów to powrót do pracy i normalnego funkcjonowania w społeczeństwie - mówi okulista Paweł Kapszewicz.
Szczególnej pomocy potrzebowali albinosi, dla których intensywne słońce jest ogromnym zagrożeniem. Brak pigmentu powoduje poważne problemy ze wzrokiem, a odpowiednie okulary to często jedyna ochrona przed jego dalszym pogorszeniem i społecznym wykluczeniem. Stowarzyszenie już zapowiada kolejne działania w regionie, bo jednorazowa pomoc to za mało.
Kolejne wyprawy możecie wesprzeć na stronie internetowej Stowarzyszenia Dla Świata.