Spis treści
Prywatna podróż premiera
Wizyta miała przebiegać w pełnej dyskrecji, jednak kolumna samochodów w małej miejscowości natychmiast zwróciła uwagę mieszkańców. Brytyjski premier Keir Starmer pojawił się w Budzisławiu Starym wraz z żoną Victorią. Małżonka polityka, nosząca panieńskie nazwisko Alexander, ma polsko-żydowskie korzenie. Jej rodzina ze strony ojca wyemigrowała z kraju jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Przez cztery godziny para bezskutecznie szukała domu przodków Victorii.
Tragiczne losy krewnych
Dla małżeństwa kultywowanie pamięci o żydowskim pochodzeniu jest niezwykle istotne. Podróż do Polski wiązała się z dużym ładunkiem emocjonalnym, ponieważ historia rodu naznaczona jest tragedią Holokaustu. Wiadomo, że nikt z dalszej rodziny Victorii Starmer nie przeżył nazistowskiej okupacji. Pierwsze kroki w poszukiwaniu informacji o przodkach skierowano do domu miejscowej sołtys.
Szukali tych najstarszych, którzy kojarzyliby przodków Bernarda Alexandra. Niestety, nikt takich ludzi nie zna i nie pamięta. Gdyby przyjechali dwa lata wcześniej, to byłaby jeszcze szansa, bo wtedy żyli starsi mieszkańcy wsi - mówi Maria Benec.
Bezskuteczne poszukiwania
Brytyjski przywódca osobiście angażował się w rozmowy z lokalną społecznością. Odwiedził między innymi sąsiada z naprzeciwka oraz kilku innych gospodarzy, pytając o dawnych mieszkańców. Niestety, upływ czasu zatarł ślady przeszłości. Budzisław Stary to dziś niewielka osada, w której żyje zaledwie około 300 osób.
Dyskretna ochrona służb
Starmerowie zdecydowali się na tę podróż, wykorzystując wolny weekend w grafiku szefa rządu. Choć wizyta miała charakter ściśle prywatny i rodzinny, wymagała odpowiedniego zabezpieczenia logistycznego. Nad bezpieczeństwem gości czuwali funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa oraz lokalna policja.