Postępowanie przetargowe dotyczące jednej z najważniejszych inwestycji miejskich znów napotyka przeszkody, ale jak przekonują urzędnicy, to scenariusz niemal wpisany w tego typu projekty.
- Wpłynęło odwołanie jednego z wykonawców. To normalna rzecz przy postępowaniach za kilkaset milionów złotych - mówi Tomasz Płóciniczak z Poznańskich Inwestycji Miejskich.
Jak podkreśla, mimo odwołania miasto liczy, że procedura zakończy się szybciej niż poprzednia.
- Zakładamy, że ten przetarg będzie troszkę sprawniejszy, bo większość tematów, które wykonawcy podnosili wcześniej, została już wyjaśniona - tłumaczy.
Plan pozostaje ambitny: jeszcze w tym roku wyłonienie wykonawcy i rozpoczęcie robót budowlanych. Harmonogram inwestycji na razie się nie zmienia. Zgodnie z założeniami Palmiarnia ma być gotowa do końca 2030 roku.
Co ciekawe, część prac już się rozpoczęła - choć jeszcze bez głównego wykonawcy.
- Optymalizując harmonogram, wykonaliśmy prace przygotowawcze związane z zielenią. Usunięto krzewy kolidujące z inwestycją, część drzew została przesadzona. Dzięki temu przyszły wykonawca będzie mógł wejść na plac budowy w dowolnym momencie - wyjaśnia Tomasz Płóciniczak.
Na razie nie ma konkretnej daty zamknięcia Palmiarni dla zwiedzających. Wszystko zależy od tego, kiedy uda się skutecznie zakończyć przetarg i podpisać umowę.
- W takich postępowaniach trudno wskazać dokładny termin. Większość dużych przetargów trafia dziś do Krajowej Izby Odwoławczej, bo wykonawcy bardzo intensywnie konkurują o zlecenia - zaznacza wiceprezes PIM-u.
Miasto nie planuje natomiast żadnych zmian w samym projekcie. Modernizacja Palmiarni ma poprawić jego stan techniczny i dostosować go do współczesnych standardów.