Decyzja o odejściu dyrektorki Polskiego Teatru Tańca kończy jeden z najbardziej napiętych okresów w historii tej instytucji. Jak przyznaje marszałek województwa Marek Woźniak, była ona poprzedzona osobistą refleksją.
- Nastąpił kryzys w relacjach pomiędzy dyrekcją a tancerzami. Myślę, że trudno było zbudować dobre porozumienie - mówi marszałek. Zwraca przy tym uwagę, że sytuację dodatkowo zaostrzyła komunikacja w przestrzeni publicznej. - Stało się dużo złego w komunikacji zewnętrznej. Przyjmowano różne przekazy bez wnikania w szczegóły, a część z nich była elementem manipulacji - dodaje. Woźniak podkreśla jednak, że mimo konfliktu, dorobek dyrektorki pozostaje znaczący. To za jej kadencji teatr zyskał nową siedzibę, połączenie zabytkowej kamienicy przy ul. Taczaka z nowoczesną częścią sceniczną i zapleczem.
- Jej determinacja i wizja doprowadziły do tego, że mamy dziś naprawdę piękny teatr - zaznacza Marszałek.
Zupełnie inaczej sytuację widzi część środowiska artystycznego. Była tancerka i pracowniczka teatru Katarzyna Kulmińska przyznaje, że decyzja o odejściu była dla zespołu zaskoczeniem.
- Nic na to wcześniej nie wskazywało. Wszyscy jesteśmy zaskoczeni - mówi.
Jednocześnie wskazuje na długotrwałe napięcia wewnątrz zespołu. Jej zdaniem konflikt trwał od miesięcy, a nawet lat, a jego skutkiem była duża rotacja wśród tancerzy.
- W ostatnim roku połowa składu się zmieniła. Nikt nie chciał pracować w takiej atmosferze - podkreśla. Według niej problem można było rozwiązać wcześniej, m.in. poprzez ogłoszenie konkursu na stanowisko dyrektora.
Marszałek zapowiada, że taki konkurs zostanie przeprowadzony w najbliższych miesiącach. Nowa osoba ma objąć stanowisko od początku 2027 roku. Do tego czasu obecna dyrektorka ma dokończyć zaplanowane działania i przygotować instytucję do kolejnego sezonu.