Bohdan Smoleń i jego niezwykłe dziedzictwo w Baranówku. Kultowy Chevrolet wciąż służy fundacji
Fundacja Stworzenia Pana Smolenia działa w podpoznańskim Baranówku od 2007 roku. Legendarny artysta kabaretowy, który sam z wykształcenia był zootechnikiem, stworzył to miejsce z ogromnej potrzeby serca. Choć początkowo myślał o hodowli kucy szkockich, szybko zrozumiał, że zwierzęta te mogą przynieść realną pomoc chorym dzieciom. Bohdan Smoleń osobiście angażował się w życie ośrodka, budując tam nie tylko stajnie, ale i swój dom. Po jego śmierci w 2016 roku, a następnie odejściu jego partnerki Joanny Kubisy w 2023 roku, dzieło kontynuują ich współpracownicy.
Pan Bohdan przyjechał do Baranówka, tutaj zbudował w zasadzie ośrodek. Zbudował sobie dom, więc związał się nie tylko zawodowo, ale także życiowo z tym miejscem. [...] Rzeczywiście jest samochód, który był kupiony przez Bohdana. To było jego marzenie mieć duży amerykański samochód. Natomiast później ten samochód został przejęty przez Fundację. To jest Chevrolet Silverado Z71 i ma fantastyczną końską rejestrację. T1 PONY. Jest używany właśnie do prac typowo rolniczych, gospodarskich – opowiadał dyrektor ośrodka Tomisław Stefaniak.
Dla podopiecznych Smoleń był kimś więcej niż tylko sławnym założycielem. Mimo swojej dużej rozpoznawalności i kojarzenia go głównie z kabaretem, w Baranówku był po prostu "wujkiem", który kochał dzieci i zawsze znajdował dla nich czas. Atmosfera w ośrodku była i nadal jest bardzo rodzinna, a pracownicy wspominają wspólne święta i gościnność gospodarza. Choć Bohdana Smolenia i Joanny Kubisy nie ma już fizycznie w Baranówku, ich duch jest obecny w każdym zakątku fundacji.
Człowiekiem bardzo uczuciowym, ale też zamkniętym, z dużą empatią, bo stworzył to miejsce, z jakimś zamysłem. Zawsze był tutaj taką osobą, która wprowadzała ten element humorystyczny, nie ukrywam. Było to ciężkie zadanie, bo gdzie się nie pojawił, tak wszyscy go kojarzyli z dowcipami, kabaretem. Ciężka rola, uważam, ale tutaj dla dzieciaków był bezcenny. Zawsze był ulubionym wujkiem, zawsze do nich schodził, zawsze się z nimi witał – mówiła Joanna Mruk, obecna prezes fundacji i hipoterapeutka.
Hipoterapia w Fundacji Stworzenia Pana Smolenia
Głównym zadaniem fundacji jest prowadzenie hipoterapii, czyli rehabilitacji z udziałem koni. Obecnie pod opieką ośrodka znajduje się od 180 do 200 dzieci. Wśród nich są mali pacjenci z autyzmem, tak jak 7-letni Janek, który dzięki regularnym zajęciom stał się bardziej kontaktowy i zaczął lepiej budować relacje z rodzicami oraz rodzeństwem. Kontakt z ciepłym, żywym zwierzęciem pozwala dzieciom przełamywać bariery, których nie da się pokonać w zwykłym gabinecie lekarskim.
Konie pracujące w fundacji muszą przejść bardzo długie i staranne szkolenie. Nie każdy koń nadaje się do takiej pracy – musi on mieć odpowiedni charakter, wzrost i temperament. Zwierzęta są przyzwyczajane do nietypowych zachowań dzieci, takich jak nagłe krzyki, uściski czy gwałtowne ruchy. Terapeuci dbają o to, by konie były „odczulone” na bodźce, które w normalnych warunkach mogłyby je wystraszyć. Dzięki temu zajęcia są w pełni bezpieczne dla małych pacjentów.
Mam takie przeświadczenie, że koń w stu procentach wie, kto na jego grzbiecie siedzi, że nie może sobie jakoś tam pozwolić na różne zachowania, chociaż trzeba by zawsze pamiętać, że to jest zwierzę, które ma instynkt. Nasze konie są troszeczkę inaczej szkolone. My z większą uwagą skupiamy się na tym, żeby jak najwięcej odczulić, od jak największych bodźców, dlatego że nie do końca jesteśmy w stanie przewidzieć, jak zareaguje dziecko, które siedzi na koniu. Jak on zareaguje? Czy nagle nam zejdzie? Czy nagle uderzy konia? Wyrwie grzywę? Dlatego te konie muszą być odczulone na jak najwięcej bodźców – wyjaśniła Joanna Mruk.
W fundacji panuje zasada, że konie to nie tylko narzędzia do pracy, ale członkowie rodziny. Wiele zwierząt przebywa tu od urodzenia i dożywa u boku opiekunów późnej starości. Rekordziści, tacy jak koń Aramis, dożyli w Baranówku aż 30 lat. Emerytowane zwierzęta cieszą się spokojem i opieką weterynaryjną, mimo że nie uczestniczą już w zajęciach z dziećmi.
Ile kosztuje utrzymanie koni w Baranówku? Fundacja zbiera pieniądze na "koński raj"
Utrzymanie tak dużej instytucji to ogromny koszt, który wynosi około 50 tysięcy złotych miesięcznie. Kwota ta obejmuje nie tylko wynagrodzenia dla terapeutów, ale przede wszystkim specjalistyczne wyżywienie dla zwierząt, leki, suplementy oraz bardzo drogie wizyty weterynarza. Fundacja finansuje zajęcia dla dzieci głównie z projektów i grantów, jednak samo utrzymanie ośrodka i koni zależy w dużej mierze od darczyńców oraz osób przekazujących 1,5 proc. podatku.
Utrzymanie koni to nie tylko ich wyżywienie i stacjonowanie. Utrzymanie koni to w bardzo dużej części koszty związane z lekarzem weterynarii. [...] Jeśli chodzi o utrzymanie ośrodka, utrzymanie koni, to w zasadzie są pieniądze, które pochodzą z 1,5% podatku – przyznał Tomisław Stefaniak.
Obecnie największym marzeniem i priorytetem fundacji jest stworzenie systemu „Paddock Paradise”. Ma to być nowoczesny wybieg z korytarzami, placem zabaw dla koni, różnymi nawierzchniami wzmacniającymi kopyta oraz stałym dostępem do jedzenia i wody. Aby konie mogły spędzać tam całą dobę, niezbędne jest postawienie dwóch profesjonalnych wiat. Koszt tej inwestycji to 40 tysięcy złotych. Pracownicy fundacji uruchomili zbiórkę w internecie, licząc na to, że uda się zapewnić zwierzętom warunki zbliżone do naturalnych.
W tej chwili dla nas priorytetem jest postawienie dwóch wiat, które są dosyć kosztownym przedsięwzięciem. Bez tego nie będą mogły być cały czas na zewnątrz, 24 godziny, tak jak zakładamy. Te wiaty są priorytetem i jak nie zbierzemy środków, nie zbudujemy wiat. W tej chwili jesteśmy po wycenie obu wiat i to jest koszt 40 tysięcy. Jeszcze dużo brakuje – podsumowała prezes fundacji Joanna Mruk.
Każda osoba, która chce wesprzeć dzieło Bohdana Smolenia, może dołożyć swoją cegiełkę do zbiórki prowadzonej w serwisie RatujemyZwierzaki. Wsparcie finansowe pozwoli na dalszy rozwój hipoterapii i zapewnienie godnej starości koniom, które przez lata pomagały dzieciom wracać do zdrowia.