Poznański urząd aktu na razie nie uznaje
Aktywiści z organizacji Homokomando zebrali się pod Urzędem Stanu Cywilnego, by domagać się wpisania do polskich ksiąg aktu małżeństwa Macieja i Bartosza, które zostało zawarte za granicą. Choć inne miasta, jak Wrocław czy Warszawa, dokonują już takich transkrypcji bez wyroków sądowych, w Poznaniu sprawa utknęła w martwym punkcie. Jak powiedzieli nam protestujący kierownik urzędu ma zwlekać z decyzją do sierpnia.
Linus Lewandowski z Homokomando podkreśla, że prawo pozwala na niezwłoczne działanie: „To jest wybór, jakie prawa i wartości są dla pana kierownika ważne. Czy Poznań ma być tęczowy, czy brutalny?”. Zdaniem protestujących, urzędnicy bezpodstawnie przedłużają procedury, zasłaniając się „tabelkami” i formularzami. Pikietujący wręczyli mu nawet gotowy przewodnik jak taką sprawę załatwić, tak jak w wyżej wymienionych miastach.
- W dokumencie tym znalazły się przede wszystkim: wyroki sądów oraz aktualne przepisy prawa dotyczące tego zagadnienia, instrukcje techniczne, które krok po kroku wyjaśniają, jak dokonać wpisu w systemie urzędowym, a także szczegółowe wskazówki dotyczące wypełniania formularzy, w tym informacje o tym, gdzie należy wpisać numer PESEL, a w których miejscach tego nie robić - kończy Lewandowski.
Konstytucja jako tarcza kontrmanifestantów
Tuż obok protestujących pojawili się przedstawiciele Fundacji Życie i Rodzina, którzy kategorycznie sprzeciwiają się uznawaniu związków osób tej samej płci. Powołują się oni na artykuł 18 Konstytucji RP, definiujący małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Iwona Lester z fundacji ostrzega przed prawnymi konsekwencjami takich decyzji: "Przeciwnikom transkrypcji nie chodzi o to, by zabraniać komukolwiek bycia parą czy okazywania sobie uczuć. Prawo do miłości nie może wiązać się z rozmontowywaniem prawa państwowego, oni tak naprawdę wkładają nogę w drzwi, żeby później adoptować dzieci”. Według kontrmanifestantów, działania urzędników w innych miastach są wręcz przestępstwem, a Polska powinna chronić dzieci przed „demoralizacją”. Spór o to, czyje argumenty zwyciężą w poznańskim urzędzie, wciąż pozostaje nierozstrzygnięty.