Łukasz Majewski przejechał rowerem z Poznania do Mongolii. Wyprawa trwała 255 dni

2026-05-14 4:01

Poznańscy podróżnicy Łukasz Majewski i Pola Klaus ruszyli w trasę, która dla jednego z nich zakończyła się dopiero w stolicy Mongolii. Przez 255 dni pokonali tysiące kilometrów, mierząc się z ekstremalnym mrozem sięgającym minus 30 stopni oraz brakiem wzroku w jednym oku. Swoim wyczynem udowodnili, że do zwiedzenia połowy świata wcale nie potrzeba drogiego sprzętu, a wystarczy determinacja i stary rower po tacie.

rower

i

Autor: Pexels.com

Łukasz Majewski przejechał rowerem 16 tysięcy kilometrów. Największym wyzwaniem był mróz w Tadżykistanie

Podróżnik Łukasz Majewski, znany w sieci jako nomadawdrodze, wyruszył z poznańskich Jeżyc w stronę Azji. Jego wyprawa trwała 255 dni, w trakcie których przejechał około 16 tysięcy kilometrów i odwiedził 12 państw na dwóch kontynentach. Choć Łukasz podróżuje na rowerze od dekady i zwiedził już ponad 50 krajów, to wyprawa do Mongolii postawiła przed nim zupełnie nowe, ekstremalne wyzwania. Najtrudniejszym etapem okazały się wysokie góry w Tadżykistanie, gdzie musiał mierzyć się z temperaturami spadającymi do minus 30 stopni Celsjusza.

Pomijając taką część, to są wysokie góry w części akurat tadżyckiej w Tadżykistanie. Tam było minus 30 stopni w nocy i pierwszy raz poczułem, co to znaczy chłód, co to znaczy kondensacja powietrza, pary wodnej w namiocie, co to znaczy zamarzająca woda w trakcie gotowania i jakiś taki... Wiedziałem, że następne cztery miesiące w drodze będą ciężkie i jakby ten pierwszy dzień był taki... Zapalił mi czerwoną lampkę w głowie, że zaczynają się schody – powiedział Łukasz Majewski w rozmowie z Bartkiem Łojewskim.

Ekstremalne warunki pogodowe to nie wszystko, z czym musiał mierzyć się podróżnik. W pewnym momencie Łukasz zaczął mieć poważne problemy ze zdrowiem, które mogły zakończyć jego wyprawę. Przez silne podrażnienie oka niemal całkowicie stracił w nim wzrok na cztery dni. Sytuacja była o tyle groźna, że znajdował się wtedy w miejscu, gdzie trudno było o szybką pomoc medyczną czy nawet zakup zwykłych kropli do oczu. Na szczęście po kilku dniach dolegliwości ustąpiły i mógł kontynuować jazdę do Ułan Bator.

Pola Klaus pojechała do Gruzji na starym rowerze taty. Podróżnicy o sprzęcie i codziennej rutynie

W pierwszej części wyprawy Łukaszowi towarzyszyła Pola Klaus, która na dwóch kółkach dotarła z Poznania do Gruzji. Dla Polki była to pierwsza tak długa i wymagająca trasa. Jak sama przyznaje, kluczowe było dla niej doświadczenie partnera, który nauczył ją surowej rutyny przetrwania w drodze. Codzienność podróżnika rowerowego to nie tylko piękne widoki, ale przede wszystkim żmudne dbanie o podstawowe potrzeby: szukanie wody, jedzenia i regularne pranie ubrań, by zachować minimum higieny.

Wydaje mi się, że do tego typu podróży można przygotować się tylko fizycznie, w sensie sprzętowo, ewentualnie fizycznie, mam na myśli sportowo. [...] Dzięki Łukaszowi myślę uniknęłam bardzo wielu błędów, które Łukasz pewnie sam popełniał podczas swoich pierwszych dróg. I dzięki jego doświadczeniu... Ja mogłam uniknąć tych błędów, czyli raczej uczyłam się od niego w jakich miejscach warto rozbijać namiot, w jakich nie, w jakich miejsc unikać, gdzie jeść, gdzie nie jeść. Też Łukasz bardzo nauczył mnie albo starał się uczyć mnie tej... rutyny w drodze, czyli surowej rutyny pilnowania tego, że trzeba skądś wziąć wodę, trzeba skądś wziąć jedzenie, trzeba codziennie robić pranie, bo bez tego będziemy jeździć w brudnych ubraniach – wspominała Pola Klaus.

Ciekawym wątkiem wyprawy był wybór sprzętu. Pola Klaus udowodniła, że nie trzeba wydawać dziesiątek tysięcy złotych na nowoczesny rower wyprawowy. Całą trasę do Gruzji pokonała na starym rowerze MTB, który należał do jej ojca. Jednoślad został jedynie odpowiednio odświeżony i dostosowany do długiej trasy poprzez wymianę najbardziej zużytych części. Podróżnicy podkreślają, że rower daje unikalną perspektywę i pozwala na bliski kontakt z naturą oraz ludźmi, co jest trudne do osiągnięcia podczas jazdy samochodem czy autobusem.

Strzelanie z pistoletu i niedźwiedzie na drodze. Najciekawsze przygody Łukasza Majewskiego i Poli Klaus

Podczas trwającej wiele miesięcy wyprawy nie zabrakło sytuacji, które mroziły krew w żyłach lub po prostu bawiły. W Rumunii, na słynnej trasie Transfogaraskiej, Pola Klaus miała okazję zobaczyć dzikie niedźwiedzie tuż przy drodze. Z kolei w Turcji podróżnicy przeżyli nietypowe spotkanie z miejscowym gospodarzem. Mężczyzna początkowo wystraszył ich, gdy podszedł do nich z pistoletem w ręku, twierdząc, że spanie w górach na przełęczy jest niebezpieczne właśnie ze względu na niedźwiedzie.

Mieliśmy takiego fajnego hosta, Kurda, który najpierw podszedł do nas z pistoletem w ręku i powiedział, że tutaj nie można nocować na przełęczy w górach, że tutaj są niedźwiedzie i tym pistoletem nas powiedział, że mamy... Machał ręką, że chodźcie do mnie do domu. Powiedział, że ma pistolet na niedźwiedzie i poszliśmy do niego do domu i było super. Poznaliśmy jego rodziców, właśnie jego. Później z tego pistoletu strzelaliśmy, w powietrze oczywiście, więc było całkiem sympatycznie – relacjonował Łukasz Majewski.

Mimo trudnych chwil, oboje zgodnie twierdzą, że podróżowanie rowerem to najlepszy sposób na poznawanie świata. Łukasz Majewski planuje już powroty do Iranu i Tadżykistanu, które najbardziej urzekły go gościnnością i krajobrazami. Pola Klaus z kolei najmilej wspomina Ukrainę oraz Turcję. Podróżnicy zachęcają wszystkich do spróbowania takiej formy turystyki, nawet na mniejszą skalę w Polsce, ponieważ uczy ona minimalizmu i pozwala docenić proste rzeczy, o których zapominamy w codziennym pędzie.

Najpiękniejsza wieś w Wielkopolsce. Jest jedną z największych w regionie [GALERIA]

Gość Eski Poznań - Jan Gosiewski, dyrektor ZTM