Według legend to on miał uratować koziołki przed trafieniem na stół. Niezwykła historia poznańskiego pasterza

Poznańskie koziołki są głównym symbolem stolicy Wielkopolski. Wokół tych kultowych dla miasta zwierząt pojawiło się wiele legend. Jedna z nich opowiada o lokalnym pasterzu, który uratował zwierzęta przed trafieniem na stół. Poznajcie historię Szymona Czarnego.

Poznańskie koziołki
Autor: Archiwum serwisu

Kim według legend był Szymon Czarny?

Według legend Szymon Czarny miał się urodzić w drugiej połowie XV wieku na obrzeżach Poznania, w nieistniejącej już dziś wsi między Winiarami a Winogradami. Z zawodu był pasterzem. Miał wyróżniać się niezwykłą inteligencją i zainteresowaniem „niebieskimi znakami” – jak mówiono wówczas o astrologii i zjawiskach nieba. Pseudonim "Czarny" pojawił się nie tylko, w związku z ciemnymi włosami, ale również dlatego, że chodził w długiej pelerynie z ciemnego lnu i często przesiadywał samotnie na wzgórzu, obserwując gwiazdy. Niektórzy szeptali, że ma kontakt z siłami nadprzyrodzonymi – inni, że potrafi przewidywać pogodę i nieurodzaj z większą skutecznością niż ksiądz czy rajcy miejscy.

WERSJA FB_Nowe Koziołki na Starym Mieście w Lublinie

Szymon Czarny miał uratować koziołki przed trafieniem na stół

W czasach kiedy w Poznaniu wznoszono nowy ratusz z wieżą zegarową, miała się odbyć wielka uczta zorganizowana przez wojewodę. Jednym z dań na stole miały być pieczone koziołki – rarytas, którego nie jadano codziennie. Zwierzęta pochodziły z okolicznych pastwisk i były wyjątkowo dorodne. Tuż przed zabiciem koziołków w kuchni miał się pojawić Szymon Czarny. Mężczyzna nie był zaproszony. Przybył z własnej woli, twierdząc, że gwiazdy ostrzegają przed zbrodnią przeciw niewinności. Jego zdaniem te konkretne koziołki są znakiem od niebios – symbolem cyklu życia, płodności i opieki nad miastem.

Przerażony kucharz miał wypuścić zwierzęta. Koziołki uciekły, następnie wspięły się po schodach ratusza i wyskoczyły na balkon, gdzie zaczęły się... trykać! Wywołało to entuzjazm mieszczan, którzy zaczęli się zbierać i śmiać z ich widowiska. Śmiech był głośniejszy niż dzwony farne. Wojewoda miał uznać wydarzenie za znak od Boga. Ucztę finalnie odwołano. Szymon Czarny zaproponował, że w ramach upamiętnienia zdarzenia, stworzy mechaniczną pamiątkę, która co dzień będzie przypominać mieszkańcom o lekkości życia i potrzebie rozwagi.

Poznań Radio ESKA Google News