Dorota rzuciła się w ogień, by ocalić synka. Zginęli oboje

2026-04-16 16:05

38-letnia Dorota M. wbiegła do płonącego budynku, aby uratować uwięzionego na poddaszu 11-letniego Igora. Niestety oboje zginęli w wyniku tego tragicznego zdarzenia. Śledczy zakończyli już badanie okoliczności pożaru, a prokuratura wydała postanowienie o umorzeniu postępowania. Przypominamy szczegóły tego dramatu.

Śmiertelny pożar w Myjomicach. Nie żyje Dorota M. oraz jej 11-letni syn

W jednorodzinnym budynku w miejscowości Myjomice na południu województwa wielkopolskiego niespodziewanie wybuchł pożar, a wnętrze błyskawicznie wypełnił gęsty dym. Mariusz i Dorota M. natychmiast przystąpili do gorączkowej ewakuacji swoich pociech. Mężczyzna zdołał bezpiecznie przenieść do auta roczne i czteroletnie dziecko. Jego 38-letnia żona pobiegła na górę, aby wyciągnąć stamtąd autystycznego 11-latka. Kiedy Dorota M. weszła na poddasze, by ratować uwięzionego tam Igora, sytuacja drastycznie wymknęła się spod kontroli.

- W tym czasie pożar gwałtownie się rozwinął

Taką informację przekazał "Super Expressowi" młodszy aspirant Martin Halasz z poznańskiej straży pożarnej. Ze względu na wdychanie toksycznych oparów 38-latka oraz jej autystyczny syn szybko stracili przytomność. Oboje zostali ewakuowani z płonącego budynku dopiero po przyjeździe na miejsce wyspecjalizowanych jednostek ratowniczych.

- Natychmiast rozpoczęto resuscytację krążeniowo-oddechową. Kobieta została przetransportowana do szpitala

Jak relacjonował dalej Halasz w rozmowie z mediami, medycy walczyli o ich przetrwanie. Mimo heroicznych działań służb medycznych, 11-letniego chłopca ostatecznie nie dało się uratować. Kolejnego dnia w placówce medycznej zmarła także bohaterska matka dziecka.

Finał śledztwa pożaru w Myjomicach. Bateria w zabawce przyczyną dramatu

Janusz Walczak reprezentujący Prokuraturę Okręgową w Ostrowie Wielkopolskim przekazał, że powołany ekspert do spraw pożarnictwa jednoznacznie określił powód tragedii. Uznano, że ten tak zwany pożar bezogniowy zainicjowało silne przegrzanie baterii w zabawce, którą bawiło się wcześniej jedno z maluchów. Obecnie służby oficjalnie kończą postępowanie w tej sprawie.

- Ogień nie rozprzestrzeniał się żywiołowo poza pomieszczenia inicjacji, a z uwagi na ograniczony dopływ powietrza rozwijał się tylko właśnie w obrębie poddasza

Powyższe słowa uzupełnił Maciej Meler z ostrowskiej prokuratury. Śledczy podkreślił wyraźnie, że zapłon był nieszczęśliwym wypadkiem i w żaden sposób nie wynikał z celowego lub przypadkowego działania człowieka.

- Zgromadzony materiał nie dał podstaw do przyjęcia, aby jakakolwiek osoba przez działanie lub zaniechanie wywoła stanowiące przedmioty zdarzenie choćby nieumyślnie

Podsumował ostatecznie przedstawiciel lokalnej prokuratury, zamykając sprawę tragicznego pożaru.

Pożar autobusu na Wawrze