Jak powstał klub Włóczkersi? Wszystko zaczęło się od apelu żołnierzy z Afganistanu
Historia poznańskich Włóczkersów sięga 2010 roku i jest nierozerwalnie związana z siostrą Cecylią Śmiech, urszulanką, która postanowiła wykorzystać swoje umiejętności, aby pomóc dzieciom w odległych zakątkach świata. Impulsem do działania był apel polskich żołnierzy stacjonujących w Afganistanie, którzy prosili o wsparcie dla tamtejszych maluchów. Siostra Cecylia, mając do dyspozycji jedynie worek nici po zmarłej osobie i parę drutów, przygotowała pierwsze sto czapek. Wybór padł na nakrycia głowy, ponieważ to właśnie przez głowę ucieka najwięcej ciepła, co jest kluczowe w surowym klimacie.
Moja przełożona wyczytała taki apel polskich żołnierzy z pomocą dla misji dla Afganistanu. No więc ona modliła się i mówi tak: "no przecież Cecylia umie robić na drutach, a siostra druga ma pełny worek nici po zmarłej bratowej". Pyta mnie, czy bym zrobiła. Ja mówię, tylko potrzebuję nici. Mówię, siostra ma. No to przyniosła mi te nici, zaczęłam robić. Zrobiła chyba ze sto pierwszych czapek i pomyślałam sobie, że po prostu czapki zrobię, bo mówią, że najwięcej ciepła idzie przez głowę – powiedziała siostra Cecylia Śmiech w rozmowie z Pawłem Adamczewskim.
Wieść o inicjatywie szybko się rozniosła. Ludzie z całej Polski, a nawet z zagranicy, zaczęli przesyłać włóczkę oraz pieniądze na materiały. Do siostry Cecylii dołączyły inne panie, co doprowadziło do powstania nieformalnego klubu. Nazwa grupy, która dzisiaj jest rozpoznawalna w całym Poznaniu, powstała dość przypadkowo i została zainspirowana muzyką. Syn jednej z członkiń, pani Doroty, zaproponował, aby wzorem słynnych Beatlesów nazwać grupę Włóczkersami.
Skala pomocy dla dzieci na misjach. Grupa zrobiła już ponad 100 tysięcy czapek
Działalność Włóczkersów przy fundacji Redemptoris Missio rozrosła się do ogromnych rozmiarów, przekraczając najśmielsze oczekiwania założycielki. Choć początkowo skupiano się głównie na czapkach, z czasem asortyment zaczął się powiększać. Wolontariusze tworzą kocyki, sweterki, a nawet pluszowe zabawki, które są sprzedawane, by pozyskać fundusze na kolejne cele charytatywne. Siostra Cecylia chętnie dzieli się swoją wiedzą i zaprasza do klasztoru każdego, kto chciałby nauczyć się robić na drutach.
Czapek to naliczyłam, że chyba poszło koło trzech tysięcy albo ponad trzy tysiące, a później przestałam liczyć. Później nam powiedzieli, że sto tysięcy czapek narobiliśmy i nie potrzebują więcej. Mamy coś innego robić. Teraz mówią, że potrzebują kocyki, potrzebują sweterki. No to robimy to, co potrzebują. A ja zaczęłam robić rękawiczki – wspominała siostra Cecylia Śmiech na antenie Eski Poznań.
Liczba wykonanych przedmiotów robi wrażenie. Sama siostra Cecylia ma na swoim koncie blisko tysiąc czapek, kilkadziesiąt szali i swetrów oraz specjalne komplety dla maluszków. Takie zestawy składają się ze skarpetek, spodni, sweterka i dopasowanej czapki. Praca Włóczkersów dostosowuje się do bieżących potrzeb misjonarzy, którzy informują, jakich ubrań aktualnie brakuje dzieciom w poszczególnych regionach.
Siostra Cecylia Śmiech o nauce robienia na drutach. Pasja przekazana przez babcię
Zamiłowanie do rękodzieła siostra Cecylia wyniosła z rodzinnego domu. Pierwsze kroki stawiała już jako 6-letnie dziecko, tuż po zakończeniu II wojny światowej. To właśnie babcia uczyła ją cierpliwie, jak pociągać nitkę i operować drucikami. W tamtych czasach robienie na drutach nie było jedynie hobby, ale sposobem na przeżycie dla całych społeczności. W rodzinnych stronach siostry niemal wszyscy mieszkańcy zajmowali się dzierganiem, a gotowe produkty były sprzedawane w całej Polsce.
Moja babcia świętej pamięci nauczyła mnie robić zaraz po wojnie. Miałam sześć lat i babcia mówi tak: "Widzisz, masz druciki i zrobisz ładne skarpetki, nauczysz się". To był okres powojenny, to dla dziecka tam nie przemawiało oczywiście, ale babcia miała cierpliwość. [...] I takim sposobem nauczyłam się robić skarpety. To było pierwsze, co się nauczyłam jako dziecko – opowiadała urszulanka.
Dziś ta dziecięca nauka przekłada się na realną pomoc potrzebującym. Siostra Cecylia przyznaje, że motywacją do pracy jest dla niej świadomość, że gdzieś na świecie jest mama, która nie ma czym przykryć swojego dziecka. Chęć niesienia pomocy bywa silniejsza niż zmęczenie, dlatego zdarza się, że siostra kończy swoje prace grubo po północy. Jak sama podkreśla, dzierganie kocyków i ubrań to sposób na otulenie ciepłem tych, którzy mają w życiu najtrudniej.