Dramatyczna historia rozpoczęła się w kwietniu 1998 roku, kiedy to Marek M. zaginął bez wieści. Przez wiele lat losy mężczyzny pozostawały nieznane, a prowadzone poszukiwania nie przynosiły żadnych rezultatów. Przełom w sprawie nastąpił dopiero po długim czasie, gdy aktami zainteresowali się funkcjonariusze CBŚP oraz poznańscy prokuratorzy. Ponowna, wnikliwa analiza materiału dowodowego i przesłuchania nowych osób pozwoliły ustalić, że tajemnicze zaginięcie było w rzeczywistości brutalnym i zaplanowanym z zimną krwią morderstwem.
Fundamentem aktu oskarżenia stały się wyjaśnienia złożone przez jednego ze sprawców, Piotra Z. To dzięki jego słowom śledczy zdołali zrekonstruować ostatnie godziny życia poszkodowanego. Ustalono, że mężczyźni wywieźli ofiarę do kompleksu leśnego w okolicy Rożnowa i Kowanówka w powiecie obornickim. Tam Marek M. został bestialsko pobity ciężkim lewarkiem w głowę, a następnie uduszony przez swoich oprawców.
Mordercy zadbali o zatarcie śladów, wrzucając przedmioty osobiste ofiary do rzeki i ukrywając zwłoki tak skutecznie, że do dzisiaj nie udało się ich zlokalizować. Motywem tej okrutnej zbrodni była chęć ukrycia przestępczej działalności oskarżonych. Mężczyźni zajmowali się wyłudzaniem pieniędzy z banków przy użyciu czeków bez pokrycia. Sprawcy działali w obawie, że ich znajomy zdecyduje się na współpracę z policją i wyda ich organom ścigania.
Polecany artykuł:
Decyzja sądu w tej sprawie nie jest jeszcze prawomocna. Podczas procesu Piotr Z. wyraził skruchę i przeprosił rodzinę zamordowanego kolegi. Zupełnie inną postawę zaprezentował drugi ze skazanych, Maciej P. Mężczyzna ten konsekwentnie, zarówno na etapie prokuratorskim, jak i sądowym, nie przyznawał się do winy.