Zapadłe rozstrzygnięcie wywołało ogromne rozczarowanie u mecenas Katarzyny Topczewskiej, występującej w roli oskarżycielki posiłkowej. „Dziś przegraliśmy z polityką. Wyrok w sprawie zabicia strusia Zenka został uchylony. Ale nie dlatego, że ktoś wykazał, że wyrok był niesprawiedliwy” - tłumaczy prawniczka.
Ptak na co dzień przebywał na terenie podpoznańskiego gospodarstwa agroturystycznego o nazwie „Traperska osada”. Według ustaleń, w nocy z 10 na 11 stycznia 2025 roku sprawca zniszczył ogrodzenie, uwolnił strusia, a następnie bestialsko go skatował. Reprezentująca oskarżycieli mec. Katarzyna Topczewska podkreślała w sądzie, że napastnik planował zgwałcić zwierzę.
„Zbezczeszczę go i zeżrę” - pisał w sms oskarżony do swoich kolegów jeszcze przed zbrodnią.
Mężczyzna zaatakował ptaka grubym kijem, uderzając go z niezwykłą brutalnością i miażdżąc mu przełyk. „Weterynarz stwierdził połamane skrzydła, rozległe obrażenia głowy oraz ślady brutalnego bicia kijem, także po oczach. Ten widok nas załamał” - mówił zaraz po odnalezieniu ptaka Jarosław Tylkowski z Traperskiej Osady, właściciel zwierzęcia.
Oprócz uśmiercenia strusia, oskarżonemu zarzucono również inne przestępstwa, w tym obrót substancjami odurzającymi, udostępnianie narkotyków osobom niepełnoletnim oraz kierowanie gróźb karalnych.
„Poziom demoralizacji oskarżonego jest bardzo wysoki” - oceniła mecenas Katarzyna Topczewska. Za samo znęcanie się nad ptakiem sąd wymierzył mu cztery lata pozbawienia wolności, orzekł 15-letni zakaz posiadania zwierząt (obowiązujący po wyjściu na wolność) oraz nakazał zapłatę 5 tysięcy złotych na rzecz poznańskiego schroniska i 20 tysięcy złotych dla właściciela strusia. Zliczając wyrok za znęcanie się nad zwierzęciem i czyny narkotykowe, Łukasz Sz. otrzymał łączną karę siedmiu lat więzienia.
Poznański Sąd Apelacyjny cofnął jednak sprawę do ponownego rozpoznania. Stwierdzono, że orzekający wcześniej sędzia nie spełniał wymogów bezstronności i niezawisłości, ponieważ awansował dzięki decyzjom wadliwie ukształtowanej neo-KRS. Taki obrót spraw oburzył środowiska prawnicze i aktywistów prozwierzęcych, tym bardziej że decyzje tego konkretnego sędziego były już uchylane dziesięciokrotnie.
„Konsekwencje politycznych wyborów sprzed lat ponoszą dziś zwykli obywatele – i zwierzęta, które nie mają żadnego głosu w tej dyskusji. A ta sprawa nie miała nic wspólnego z polityką. Dotyczyła krzywdy zwierzęcia i krzywdy ludzi, którzy o tę sprawiedliwość walczą od prawie 2 lat” - mówi mec. Topczewska, dodając, że jest jednak jedna dobra wiadomość.
„Sąd nie uwzględnił wniosku obrońcy o uchylenie tymczasowego aresztowania i podzielił nasze stanowisko, że w tej sprawie istnieje realna obawa ucieczki oraz matactwa – wpływania na świadków, którzy teraz, wskutek dzisiejszego rozstrzygnięcia, będą musieli zeznawać jeszcze raz” - wyjaśnia adwokatka.