O testach zrobiło się głośno po wpisach jednego z lekarzy w mediach społecznościowych. Dyrektor szpitala Dawid Murawa zaznacza jednak, że placówka nie prowadzi obecnie żadnego programu wdrożeniowego.
- To było testowanie robota, a nie praca na robocie. Jako szpital nie publikowaliśmy żadnych oficjalnych informacji, że prowadzimy szersze działania w tym zakresie - mówi Dawid Murawa.Urządzenie ma pomagać przede wszystkim w diagnostyce chorób płuc i wykonywaniu precyzyjnych badań u trudnych pacjentów. Według dyrektora możliwości technologiczne są imponujące, ale cena skutecznie studzi entuzjazm.
- Koszt zakupu tego robota to kilka milionów złotych. Jest fenomenalny dla bardzo określonej grupy pacjentów, ale absolutnie nie mamy pieniędzy na tego typu inwestycję - przyznaje.Dyrektor Murawa podkreśla też, że szpital przy Lutyckiej nie jest wyspecjalizowaną placówką pulmonologiczną. Diagnostyka chorób płuc jest tam jedynie jednym z rozwijanych obszarów działalności.
Dyrektor uważa również, że decyzje o zakupie tak drogiego sprzętu powinny być centralnie koordynowane przez państwo.
- Taki robot w pierwszej kolejności powinien znajdować się w Instytucie Gruźlicy w Warszawie. Dopiero później można myśleć o mniejszych ośrodkach - ocenia.Szpital zaznacza jednocześnie, że regularnie testuje nowoczesny sprzęt medyczny różnych producentów. Obecnie placówka sprawdza między innymi nowe ultrasonografy, laparoskopy i stoły operacyjne.